Translate

sobota, 5 maja 2012

Bieżniki

Zrobiłam cztery bieżniki. Miałam pokazać je wszystkie w jednym poście, ale okazało się, że za dużo by było zdjęć. Każdy bieżniczek po kilka fotek, to mogłoby być ponad Waszą wytrzymałość ;-). Postanowiłam więc, że podzielę ten planowany wpis na części.

A oto czego możecie się spodziewać:


Przy okazji: lubicie szparagi? Polecam te z sosem holenderskim. Warto się skusić.

Pozdrawiam i do zobaczenia już wkrótce,

piątek, 27 kwietnia 2012

Szary miś

Od czasu do czasu mam ochotę na wykonanie jakiejś nowej zabawki szydełkowej. Teraz zrobiłam miśka, szarego. Bo szarego jeszcze nie mamy. Bez imienia, a właściwie to Lila nazwała go Szary Miś ;-). Oto i on:


Oczywiście misiu ma ruchome łapki i nóżki (odkąd się tego nauczyłam, tylko takie robię), więc można go posadzić:


Nowością są spodenki. I tu, uwaga, nie śmiejcie się ;-), została specjalnie na wymiary misia przygotowana konstrukcja spodni (sic!):


Uproszczona wersja:


Według powyższego schematu zrobiłam takie dwie części:


Odpowiednio zszyłam, dorobiłam karczek i szeleczki.

Dzięki temu, że przygotowałam wykrój, spodenki są I-DE-AL-NE! Pewnie pomyślicie, po co tyle zabawy z misiowymi gaciami, ale wbrew pozorom, to skonstruowanie zaoszczędziło mi wiele pracy i nerwów związanych z wielokrotnym, być może, pruciem i dopasowywaniem garderoby. A tak, wiedziałam, że mi wyjdzie. Z tyłu wyglądają tak:


Miśka robiłam wg tego samego wzoru co Landrynka...


...ale wyszedł jakiś taki... inny:


A tu wesoła ferajna mini-miśków z kolekcji mojej córki: 


Robiłam je w poszukiwaniu wzoru idealnego (jeszcze takiego nie znalazłam), więc dla porównania wszystkie są robione z takiej samej grubości włóczki i takim samym szydełkiem. Każdy ma inny kolor, każdy jest inny, ale żaden tak do końca mi się nie podoba. Kiedyś powstanie mój własny wzór, taki, żeby w całości mi odpowiadał. Ten biały to kotek, zaplątał się.

Pozdrawiam,

piątek, 6 kwietnia 2012

Jajeczka w ażurowych koszulkach

Te jajeczka zaczęłam przygotowywać w ubiegłym roku. Pomalowałam wydmuszki (cztery) i tak sobie czekały na moje zmiłowanie. W tym roku je obrobiłam, domalowałam jeszcze piątą i wreszcie mogę je Wam pokazać:


Jajeczka mają spełniać funkcję dekoracyjną, tak więc koszulki są na stałe. Chciałam zrobić takie na jajka do święconki, tylko zdejmowane, ale biała nitka nieodwracalnie farbuje się od barwników, których używam do malowania. Cóż, muszę wymyślić coś innego.

5 jajek, 5 wzorów, ale starałam się robić w podobnej konwencji (od środka do boków), aby tworzyły razem spójny komplet. Każde z osobna:







Mnie bardzo się podoba ten efekt białej nitki na białym tle. Wyglądają tak wytwornie i elegancko. 

Ten wianuszek czeka na udekorowanie. Jeszcze nie wiem jak to zrobię, najczęściej zabieram się do pracy, a pomysł przychodzi w trakcie realizacji. Na razie taki surowy zapozował do zdjęć razem z jajkami ;-). Myślę jednak, że ładnie się razem komponują - prostota z odrobiną elegancji:





Nie wiem czy jeszcze wpadnę przed Świętami (pewnie nie) więc już teraz życzę Wam błogiego odpoczynku w gronie najbliższych. Wesołych!

Przed przygotowaniem koszyczka do święcenia polecam zajrzeć do tego postu. Znajdziecie tam opis symboliki poszczególnych pokarmów. Czy wiecie co i dlaczego należy poświęcić?

Tu znajdziecie moje mazurki, karmelowy robię od lat i uwielbiam go. Tu delikatny sernik, u nas nr 1. I pasztety.

Pozdrawiam,

środa, 4 kwietnia 2012

Motylki

Taki wiosenny post na paskudną pogodę. Wesołe motylki, jakie widzieliście pewnie nie raz na różnych blogach. Mnie urzekły dopiero teraz:


Małe, zgrabne, mają w sobie dużo uroku i różnorodność zastosowań.
A teraz każdy z osobna ;-)




Ponieważ nie lubię robić rzeczy ot, tak sobie, motylki powstały po coś. Po co, dowiecie się wkrótce (czyt. jak zrobię).

Pozdrawiam,

wtorek, 27 marca 2012

Mała opaska dla małej dziewczynki

Znów dla Lenki. Opaska zrobiona na podstawie słynnego wzoru Calorimetry, oczywiście odpowiednio pomniejszona. Kwiatek szydełkowy.



Z tyłu wygląda tak:

 

Ten zwężany tył jest bardzo wygodny w noszeniu. Nic się nie marszczy, nie roluje. Dzięki ściągaczowi opaska dopasowuje się idealnie na szerokość. W oryginale powinna być zapinana na guzik, wtedy można bardzo łatwo założyć nie targając włosów czy nie psując fryzury. Tutaj jednak zrezygnowałam z guziczka, żeby nie uwierał leżącego dziecka.

Gdyby ktoś chciał zrobić, wzór przetłumaczyła na polski Truscaveczka. A polecam, bo jest bardzo łatwa do zrobienia (nawet dla takiego głąba drutowego jak ja ;-)) i jak już wspomniałam mega wygodna.

Pozdrawiam,

sobota, 24 marca 2012

Czerwone buciki dla Leny

Ostatni dzwonek na takie buciki, bo Lena niedługo kończy rok. Zmieni skarpetki i miękkie cichobiegi na prawdziwe buty dla dużego, chodzącego dziecka ;-). A szydełkowe, malutkie buciki są przesłodkie. Tym razem zrobiłam czerwone, żeby stanowiły komplet do stroju, który wcześniej jej kupiłam. Oto i one:


Kokardki są zawiązane i przyszyte na stałe. Całe szczęście, że wpadłam na taki pomysł, bo Lenka od razu za nie chwyciła.


Aby buciki dobrze trzymały się na nóżce i łatwo zakładały zrobiłam z boku paseczek zapinany na guziczek. Biała kropka na czerwonym tle, jak na kokardce:



I to wszystko. Podobają się Wam? Bo mnie się podobają za sam fakt, że są małymi bucikami ;-)

Pozdrawiam, miłej niedzieli,

wtorek, 20 marca 2012

Ale pasztet!

Właściwie to dwa pasztety. Każdy inny i każdy pyszny:



Pierwszy to pasztet z selera. Słyszałam o nim, że jest bardzo dobry i w końcu sama zrobiłam. Potwierdzam: jest naprawdę przepyszny! Nikt by nie zgadł, że nie ma w nim ani grama mięsa. Ma delikatny, jakby drobiowy smak. Oczywiście wyczuwa się nutkę selera, ale nie dominuje on smaku. Jeśli jeszcze go nie znacie, polecam wypróbować. Ten pasztet Was zadziwi.


Wzorowałam się na przepisie z bloga Home Sweet Home, ale trochę go zmodyfikowałam i zmieniłam proporcje. Oto moja wersja:  

Pasztet z selera

Składniki:
60 dag selera (po obraniu)
1 cebula 
1/2 margaryny 
2 ząbki czosnku 
3/4 szk. bułki tartej 
4 jaja
kilka suszonych grzybków
sól,pieprz
gałka muszkatołowa-odrobina do smaku
ja dodałam jeszcze startą marchewkę, ale odradzam - nadała słodkawy smak

Wykonanie:
Seler zetrzeć na tarce na grubych oczkach. Cebulę drobno posiekać. Warzywa przełożyć do garnka, zalać niedużą ilością wody (tylko aby przykrywała warzywa). Dodać przyprawy, zmielone grzybki, sprasowany czosnek i margarynę. Doprowadzić do wrzenia i gotować na wolnym ogniu 1 godzinę. Ostudzić. Do zimnej masy dodać jajka i bułkę tartą, dobrze wyrobić. Foremkę (najlepiej keksówkę - ja nie miałam, stąd nie najciekawszy kształt pasztetu) wysmarować tłuszczem i wysypać tartą bułką. Włożyć masę i piec 1 godz. w temp.180 stopni. 

Drugi pasztet jest też bardzo ciekawy ze względu na galaretkę na wierzchu (mniam!!!) i sposób przygotowania (nie piecze się go). To mix z wątróbek drobiowych i pieczarek. Ma kremową, smarowalną konsystencję, ale spokojnie można go też kroić. I znowu powtórzę, jak przy pierwszym pasztecie, ten smak Was zaskoczy:


Przepis znalazłam na blogu Kuchnia Agaty i tym razem nic w nim nie zmieniałam:

Kremowy pasztet Marthy Stewart

Składniki:
150g masła
300g wątróbek drobiowych
250g pieczarek
garść suszonych grzybów (wcześniej namoczonych)
1 łyżeczka czosnku
1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
2 łyżeczki soli
szczypta gałki muszkatołowej
1/3 szklanki wytrawnego białego wina
1 łyżeczka suszonego tymianku
1 średnia cebula
2 łyżki bułki tartej (opcjonalnie)
galaretka:
1/2 szklanki czerwonego wina
1 goździk
1/3 szklanki soku z granatów (ja dałam wiśniowy i świetnie pasuje)
1 listek żelatyny (1,5 łyżeczki)

Wykonanie:
2 łyżki masła rozpuścić na dużej patelni. Wrzucić poszatkowane grzyby, pieczarki, drobno pokrojoną wątróbkę, cebulkę, czosnek i pieprz. Smażyć ok 5 minut. Dodać łyżeczkę soli, tymianek oraz białe wino i tartą bułkę. Zmniejszyć ogień, dusić pod przykryciem ok. 10 minut. Lekko ostudzoną masę zmiksować dokładnie w blenderze z pozostałym masłem. Przełożyć do foremki. Wstawić do na pół godziny lodówki. W tym czasie podgrzać czerwone wino z goździkiem. Pozwolić, aby alkohol wyparował. Żelatynę przygotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Połączyć z winem i owocowym sokiem. Ostudzić. Wyjąć goździk. Na chłodny pasztet wylać delikatnie (strużką po odwróconej łyżce) chłodną galaretkę. Wstawić na kilka godzin do lodówki, aby masa stężała.

Kanapkę?


Pozdrawiam i życzę smacznego,

wtorek, 13 marca 2012

Śliwkowy komplet - kaszkiet i szalik

Kochani, obiecałam, że będę częściej bywać, a tu choroba zarządziła odwrót i dalej sobie bytowałam półżywa, nie mając ochoty na nic. Ale teraz już się nie dam! Wracam.

Śliwkowy komplet dla pani E. doczekał się ukończenia. Tak wygląda finalnie:




Zaczęłam od kaszkietu, górę robiłam jak beret...


...jednak trochę wyżej, nadając kształt czapki. Trochę roboty z utrafieniem rozmiaru, trochę więcej z ukształtowaniem daszka i wreszcie jest:



Jestem z niego zadowolona, kaszkiet można dowolnie formować i układać w zależności od upodobania.

Teraz szalik. Zaczęłam tym samym wzorem, w jodełkę...



Już sobie wypróbowywałam różne rodzaje obramowania, np. takie:



albo takie:


Niestety miałam ograniczoną ilość włóczki i musiałam zmienić zamysł. Wybrałam taki wzór:



Szaliczek też nie jest imponującej długości, ale da się nim omotać, tak żeby było ciepło.

Było trochę prucia, bo ciągle nie starczało mi włóczki na obramowanie i regulowałam długość, a musiałam być na 100% usatysfakcjonowana. Wolę robić kilka razy, niż potem być niezadowoloną z efektu. A teraz jestem zadowolona.



Na człowieku:




Pozdrawiam i do zobaczenia wkrótce,

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...