Weronika jest rówieśniczką mojej córki, nietrudno więc było robić tę spódniczkę, bo mogłam na bieżąco mierzyć na Lilce. Oczywiście zanim utrafiłam z odpowiednim obwodem talii ;-). Poniższe zdjęcia w nienajlepszym świetle, ale nazajutrz musiałam już przekazać ciuszek nowej właścicielce. Ale np. to mi się podoba:
To z lampą błyskową, pewnie będzie widać trochę lepiej:
Podoba mi się ten wzór, chociaż względem podszewki spódniczka mogłaby być trochę dłuższa. Nie - podszewka mogłaby być trochę krótsza ;-). Ale specjalnie tak uszyłam, żeby pasowała do kolejnych spódniczek.
I na płasko:
Spódniczka jest ażurowa, więc można ją nosić na spodnie lub legginsy...
... lub z podszewką:
Halka jest rozkloszowana, ładnie się układa. Jest uszyta z satyny, więc przy tym też ładnie wygląda:
Po raz pierwszy nie podkładam materiału pod spód, tylko brzeg przeszyłam zwykłym zygzakiem, a potem drugi raz, tym samym ściegiem, tyko tym razem odrobinę szerszym i gęstym (ten zabieg by się nie udał gdybym od razu szyłam ścisłym zygzakiem). Musze przyznać, że to całkiem dobre rozwiązanie. Poza tym lekko naciągałam materiał, żeby lekko pofalował:
A z resztek włóczki zrobiłam pokazywane wcześniej Hello Kitty (sukieneczkę i kwiatek) i spineczki.
Chciałam zrobić taką samą spódniczkę Lili, ale nie chciała (podobnie jak odmówiła pozowania). Jednak jak już ją oddałam (spódniczkę, nie Lilkę ;-), to zmieniła zdanie. Poszłyśmy do pasmanterii i córka wybrała sobie włóczki - na spódniczkę i na bluzeczkę. Robią się.
Pozdrawiam,
Translate
piątek, 19 sierpnia 2011
wtorek, 2 sierpnia 2011
Spinki - kwiatuszki
Produkt uboczny Hello Kitty ;-). Po zrobieniu koteczki został mi jeden kwiatek. Dorobiłam drugi i podoczepiałam do spinek. W ten sposób moja córka zyskała ozdoby do włosów takie same jak jej ulubienica:
W zbliżeniu, bo na powyższym zdjęciu niezbyt dobrze widać:
Tym razem nie doszywałam ozdóbek do spinek, tylko przykleiłam specjalnym klejem.
Niestety, pasujące kolorystycznie spinki "wyszły", więc musiałam ratować się innymi. Powiedzmy, że pasują.
Tak spineczki prezentują się na włosach:
Spełniają swoje zadanie, chociaż za długo na włosach nie przebywają ;-)
Pozdrawiam,
W zbliżeniu, bo na powyższym zdjęciu niezbyt dobrze widać:
Tym razem nie doszywałam ozdóbek do spinek, tylko przykleiłam specjalnym klejem.
Niestety, pasujące kolorystycznie spinki "wyszły", więc musiałam ratować się innymi. Powiedzmy, że pasują.
Tak spineczki prezentują się na włosach:
Spełniają swoje zadanie, chociaż za długo na włosach nie przebywają ;-)
Pozdrawiam,
czwartek, 28 lipca 2011
Hello Kitty
Hello!
Coś zaniedbuję ostatnio bloga, choć robótkowo dzieje się. Mogę zwalić swój marazm na pogodę ;-)
Ostatnio pisałam o urodzinach córki - mała zażyczyła sobie na prezent maskotkę Świnkę Peppę lub Hello Kitty. Pomyślałam, że kupię tę pierwszą, a koteczkę mogę jej przecież zrobić. I zrobiłam taką:
Takie maleństwo, a 3 dni tworzyłam. Ostatecznie jestem zadowolona z efektu.
A to zdjęcie wykonała Lila, więc musiało się znaleźć w opublikowanych ;-)
Maskotka ma ruchome rączki i nóżki, może siedzieć:
Od razu przypadła właścicielce do gustu, i choć wcześniej podejrzała na wydruku co jej szykuję (mówiłam, że to wcale nie będzie Hello Kitty), to i tak była zadowolona.
Jak widać kotka wpasowała się w stylizację stroju. Bluzeczki z wyżej wspomnianą świnką i Hello Kitty to jej ulubione i tylko w tych by chodziła, nieważne, że ma ładniejsze.
Córka obejrzawszy wydruki schematów, a były tam dwa kotki: w różowej sukience i w niebieskiej, stwierdziła, że jej Kitty musi mieć koleżankę. Hmmm...
Pozdrawiam,
Coś zaniedbuję ostatnio bloga, choć robótkowo dzieje się. Mogę zwalić swój marazm na pogodę ;-)
Ostatnio pisałam o urodzinach córki - mała zażyczyła sobie na prezent maskotkę Świnkę Peppę lub Hello Kitty. Pomyślałam, że kupię tę pierwszą, a koteczkę mogę jej przecież zrobić. I zrobiłam taką:
Takie maleństwo, a 3 dni tworzyłam. Ostatecznie jestem zadowolona z efektu.
A to zdjęcie wykonała Lila, więc musiało się znaleźć w opublikowanych ;-)
Maskotka ma ruchome rączki i nóżki, może siedzieć:
Od razu przypadła właścicielce do gustu, i choć wcześniej podejrzała na wydruku co jej szykuję (mówiłam, że to wcale nie będzie Hello Kitty), to i tak była zadowolona.
Jak widać kotka wpasowała się w stylizację stroju. Bluzeczki z wyżej wspomnianą świnką i Hello Kitty to jej ulubione i tylko w tych by chodziła, nieważne, że ma ładniejsze.
Córka obejrzawszy wydruki schematów, a były tam dwa kotki: w różowej sukience i w niebieskiej, stwierdziła, że jej Kitty musi mieć koleżankę. Hmmm...
Pozdrawiam,
wtorek, 5 lipca 2011
Tort bezowy na urodziny Lilki
Dziś 4. urodziny mojej córeczki. Upiekłam z tej okazji tort, co zmobilizowało mnie to do opublikowania nowego wpisu. Tort jest bezowy, przekładany bitą śmietaną i owocami sezonowymi: truskawkami, jagodami i malinami. Pyszotka. Mmmmm...
Na wierzchu ozdobiłam go różyczkami z bitej śmietany:
Tort bezowy najlepszy jest z owocami jagodowymi i tylko w sezonie letnim smakuje tak bosko. Ten deser polecam też w formie rolady. Jest równie wspaniały. A zrobiłam go tak:
Tort bezowy
Składniki na blaty:
4 białka
16 łyżek cukru
szczypta soli
(Można dodać 1 łyżkę mąki ziemniaczanej i 1 łyżkę octu winnego, co sprawia, że blaty są lekko ciągnące, ale ja poprzestaję na wersji podstawowej - takie lubię najbardziej)
Masa z bitej śmietany:
350 ml śmietanki 30%
2 "Śnieżki"
2 łyżeczki żelatyny (można pominąć, ale ja dodaję do pietrowego tortu, bo wtedy nie "siada")
Ponad to:
Owoce jagodowe. Polecam mix dwóch rodzajów, np. maliny i borówki amerykańskie - jedno z najlepszych połączeń.
Wykonanie:
Białka ubić na sztywno z odrobiną soli, potem stopniowo dodawać cukier dalej miksując. Piekarnik nagrzać do 180 oC. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, narysować okręgi (wygodnie jest odrysować mały talerzyk, u mnie są 4 kółka, ale może być 2, albo nawet 1).Na każdy okrąg wyłożyć 1/4 masy białkowej, wyrównać. Wstawić do rozgrzanego piekarnika na 5 min., następnie zmniejszyć temperaturę do 150 oC i suszyć blaty ok. godziny. Jeżeli blat jest jeden to odpowiednio dłużej - 1 godz., 15 min. Wystudzić.
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie, gdy napęcznieje rozpuścić w odrobinie wrzątku. Przestudzić. Śmietanę ubić ze "Śnieżkami", delikatnie połączyć z rozpuszczoną żelatyną.
Tortownicę wyłożyć folią spożywczą, ułożyć na dnie 1. blat, na to wyłożyć masę z bitej śmietany, owoce, 2. blat, śmietanę, owoce i tak do wyczerpania składników. Wierzch posmarować resztą masy. Boki też można, jak ktoś chce. Udekorować różyczkami z bitej śmietany, jak ja, lub ładnymi sztukami owoców.
Tort jest nietrudny w wykonaniu, a naprawdę przepyszny. Poniżej już rozpoczęła się degustacja:
Chciałam zrobić więcej zdjęć, żeby była większa możliwość wyboru, ale niestety nie zdążyłam, bo już chcieli jeść. Kawałek dla Ciebie:
Biszkopt z truskawkami i galaretką i tort bezowy (lub zamiennie rolada bezowa) to mój żelazny repertuar kulinarny w sezonie letnim.
Pozdrawiam,
Na wierzchu ozdobiłam go różyczkami z bitej śmietany:
Tort bezowy najlepszy jest z owocami jagodowymi i tylko w sezonie letnim smakuje tak bosko. Ten deser polecam też w formie rolady. Jest równie wspaniały. A zrobiłam go tak:
Tort bezowy
Składniki na blaty:
4 białka
16 łyżek cukru
szczypta soli
(Można dodać 1 łyżkę mąki ziemniaczanej i 1 łyżkę octu winnego, co sprawia, że blaty są lekko ciągnące, ale ja poprzestaję na wersji podstawowej - takie lubię najbardziej)
Masa z bitej śmietany:
350 ml śmietanki 30%
2 "Śnieżki"
2 łyżeczki żelatyny (można pominąć, ale ja dodaję do pietrowego tortu, bo wtedy nie "siada")
Ponad to:
Owoce jagodowe. Polecam mix dwóch rodzajów, np. maliny i borówki amerykańskie - jedno z najlepszych połączeń.
Wykonanie:
Białka ubić na sztywno z odrobiną soli, potem stopniowo dodawać cukier dalej miksując. Piekarnik nagrzać do 180 oC. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, narysować okręgi (wygodnie jest odrysować mały talerzyk, u mnie są 4 kółka, ale może być 2, albo nawet 1).Na każdy okrąg wyłożyć 1/4 masy białkowej, wyrównać. Wstawić do rozgrzanego piekarnika na 5 min., następnie zmniejszyć temperaturę do 150 oC i suszyć blaty ok. godziny. Jeżeli blat jest jeden to odpowiednio dłużej - 1 godz., 15 min. Wystudzić.
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie, gdy napęcznieje rozpuścić w odrobinie wrzątku. Przestudzić. Śmietanę ubić ze "Śnieżkami", delikatnie połączyć z rozpuszczoną żelatyną.
Tortownicę wyłożyć folią spożywczą, ułożyć na dnie 1. blat, na to wyłożyć masę z bitej śmietany, owoce, 2. blat, śmietanę, owoce i tak do wyczerpania składników. Wierzch posmarować resztą masy. Boki też można, jak ktoś chce. Udekorować różyczkami z bitej śmietany, jak ja, lub ładnymi sztukami owoców.
Tort jest nietrudny w wykonaniu, a naprawdę przepyszny. Poniżej już rozpoczęła się degustacja:
Chciałam zrobić więcej zdjęć, żeby była większa możliwość wyboru, ale niestety nie zdążyłam, bo już chcieli jeść. Kawałek dla Ciebie:
Biszkopt z truskawkami i galaretką i tort bezowy (lub zamiennie rolada bezowa) to mój żelazny repertuar kulinarny w sezonie letnim.
Pozdrawiam,
sobota, 25 czerwca 2011
Małe zoo Lili - zawstydzona świnka
Dlaczego zawstydzona? Ano, czerwona jest, to pewnie ze wstydu. Nieoficjalny powód jest taki, że nie miałam różowej modeliny ;-) Na razie ostatnia z serii. Nieśmiałe, ale i zaciekawione spojrzenie:
Z profilu. Ach, ten ogonek, zakręcony jak... jak... świński ogonek:
Czy te oczy mogą kłamać? No zobaczcie, jaka jestem urocza:
Malutka, okrąglutka:
No dobrze, dosyć tego wdzięczenia się, idę dołączyć do moich przyjaciół:
Z profilu. Ach, ten ogonek, zakręcony jak... jak... świński ogonek:
Czy te oczy mogą kłamać? No zobaczcie, jaka jestem urocza:
Malutka, okrąglutka:
No dobrze, dosyć tego wdzięczenia się, idę dołączyć do moich przyjaciół:
Stadko niewielkie, za to jakie sympatyczne.
Pozdrawiam, ale nie po świńsku, tylko kulturalnie ;-)
sobota, 18 czerwca 2011
Nowe czapeczki dla Lenki
Tym razem dwie: kremowa i niebieska. Z pierwszą poszło mi dosyć szybko. Zaczęłam podobnie jak różową, ale później już robiłam innym wzorem, nie chciałam, żeby Lenka wszystkie czapki miała takie same. Tak wyszło:
I w innym ujęciu:
Tu z wkładem w środku, lepiej widać?
Sam wzór:
Jeszcze bliżej:
Powiem Wam nieskromnie: podoba mi się ;-) Pytanie tylko czy będzie dobra? Bo "na oko" robiłam... No i czy spodoba się mamie Lenki, bo sama Lenka raczej nie wyrazi swojej opinii.
Z drugą już poszło gorzej. Dużo gorzej. Uwierzycie jeśli powiem, że finalna czapeczka to piąta wersja? Tak, prułam, bo ciągle coś mi nie pasowało. Najpierw wymyśliłam sobie wzór w kwiatuszki - nie sprawdził się. Sprułam. Potem zmieniłam tył i spróbowałam innym wzorem - też nie. Sprułam. Następnie doszłam do wniosku, że zrobię prostym wzorem i dodam ozdobniki w formie kwiatuszków:
No nie powiem, wyszła. Ale za duża, według mnie. Sprułam. Taka była:
Miałam zostawić na przyszłość, ale włóczki by mi zabrakło na drugą. Więc jeszcze raz podjęłam próbę - źle wyglądał wzór. Ale powiedziałam, że zrobię to zrobię (małe prucia w międzyczasie, nie liczę). Do pięciu razy sztuka:
Też postawiłam na prosty wzór (łuczki, gdzieniegdzie z wypełnieniem) i ozdobiłam kwiatuszkami. Tak samo zakończyłam wiązania. Nie widać tego na fotce, ale brzeg wykończyłam maleńką falbanką:
Na tym zdjęciu podłożyłam coś w środek, żeby lepiej było widać wzór:
Ale chyba nie bardzo widać...
W powiększeniu:
Ta podoba mi się nieco mniej, ale uważam, że obie są niezłe. A dla Was która ładniejsza?
Kremowa czy niebieska?
Niebieska czy kremowa?
Projekt, opracowanie wzoru i wykonanie: Artsajke
włóczka: Begonia, szydełko: 3,5
Ufff... zadanie wykonane. Temat czapeczek zakończony. Nie na długo jednak. Będzie wkrótce jeszcze biała. I sukieneczka do tego. Domyślacie się? Komplet do chrztu. Chrzestną będę ;-D.
Jeszcze na koniec prośba maleńka. Coś dziwnego mi się dzieje na blogu - od kilku dni mam rekordową ilość wejść, a komentarzy zero. Ponieważ wiele z Was miało ostatnio problemy z bloggerem, zastanawiam się czy i u mnie coś złego się nie wydarza... Można zostawić komentarz czy nie? Skrobnijcie coś, żebym wiedziała, ok?
Pozdrawiam serdecznie i z góry dziękuję za komentarze,
I w innym ujęciu:
Tu z wkładem w środku, lepiej widać?
Sam wzór:
Jeszcze bliżej:
Powiem Wam nieskromnie: podoba mi się ;-) Pytanie tylko czy będzie dobra? Bo "na oko" robiłam... No i czy spodoba się mamie Lenki, bo sama Lenka raczej nie wyrazi swojej opinii.
Z drugą już poszło gorzej. Dużo gorzej. Uwierzycie jeśli powiem, że finalna czapeczka to piąta wersja? Tak, prułam, bo ciągle coś mi nie pasowało. Najpierw wymyśliłam sobie wzór w kwiatuszki - nie sprawdził się. Sprułam. Potem zmieniłam tył i spróbowałam innym wzorem - też nie. Sprułam. Następnie doszłam do wniosku, że zrobię prostym wzorem i dodam ozdobniki w formie kwiatuszków:
No nie powiem, wyszła. Ale za duża, według mnie. Sprułam. Taka była:
Miałam zostawić na przyszłość, ale włóczki by mi zabrakło na drugą. Więc jeszcze raz podjęłam próbę - źle wyglądał wzór. Ale powiedziałam, że zrobię to zrobię (małe prucia w międzyczasie, nie liczę). Do pięciu razy sztuka:
Też postawiłam na prosty wzór (łuczki, gdzieniegdzie z wypełnieniem) i ozdobiłam kwiatuszkami. Tak samo zakończyłam wiązania. Nie widać tego na fotce, ale brzeg wykończyłam maleńką falbanką:
Na tym zdjęciu podłożyłam coś w środek, żeby lepiej było widać wzór:
Ale chyba nie bardzo widać...
W powiększeniu:
Ta podoba mi się nieco mniej, ale uważam, że obie są niezłe. A dla Was która ładniejsza?
Kremowa czy niebieska?
Niebieska czy kremowa?
Projekt, opracowanie wzoru i wykonanie: Artsajke
włóczka: Begonia, szydełko: 3,5
Ufff... zadanie wykonane. Temat czapeczek zakończony. Nie na długo jednak. Będzie wkrótce jeszcze biała. I sukieneczka do tego. Domyślacie się? Komplet do chrztu. Chrzestną będę ;-D.
Jeszcze na koniec prośba maleńka. Coś dziwnego mi się dzieje na blogu - od kilku dni mam rekordową ilość wejść, a komentarzy zero. Ponieważ wiele z Was miało ostatnio problemy z bloggerem, zastanawiam się czy i u mnie coś złego się nie wydarza... Można zostawić komentarz czy nie? Skrobnijcie coś, żebym wiedziała, ok?
Pozdrawiam serdecznie i z góry dziękuję za komentarze,
niedziela, 12 czerwca 2011
Biszkopt z truskawkami i galaretką przekladany kremem ze śmietany
Zapraszam Was na ciasto. Moje ulubione w sezonie truskawkowym. Gości na naszym stole przynajmniej kilka razy i zawsze się spieszę, żeby zrobić je jak najwięcej razy, zanim skończą się truskawki. Jest proste, efektowne i bardzo smaczne. Do tego ciekawy patent z kremem śmietanowym.
Biszkopt, ja robię taki:
4 jajka
3/4 szk. cukru
3/4 szk. mąki tortowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
Oddzielić żółtka od białek, białka ubić ze szczyptą soli. Dodawać stopniowo cukier, potem żółtka, na końcu delikatnie wmieszać mąkę z dodatkiem proszku do pieczenia. Przelać do tortownicy, natłuszczonej i wyspanej mąką. Piec 20-25 min.w 180st.
Krem:
1/2 l kwaśnej śmietany 18% (ja najbardziej lubię Piątnicy)
to wszystkie składniki ;-)
Teraz uwaga:
upieczony biszkopt, jeszcze gorący (to ważne!) przekroić na pół, wylać na to śmietanę i przykryć drugą połową ciasta.Może brzmi dziwnie, ale wierzcie mi, pod wpływem gorąca śmietana zamienia się w krem. Osobiście nie lubię tłustych przekładań na bazie masła czy bitej śmietany, a to jest rewelacyjne - nie za ciężkie, lekko kwaskowe i nie wymagające dużych nakładów pracy. Zdjęcie środka ciasta na dowód, że to się uda:
Ciasto przestudzić, w międzyczasie rozpuścić galaretę truskawkową wg przepisu na opakowaniu (można dać trochę mniej wody) i również przestudzić. Na wierzchu ciasta ułożyć truskawki i zalać je tężejącą galaretką. Wstawić do lodówki. Już tylko chwilka dzieli Cię od konsumpcji.
Spróbuj, na pewno nie pożałujesz!
Ten kawałek jest specjalnie dla Ciebie:
Pozdrawiam smacznie i truskawkowo,
Biszkopt, ja robię taki:
4 jajka
3/4 szk. cukru
3/4 szk. mąki tortowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
Oddzielić żółtka od białek, białka ubić ze szczyptą soli. Dodawać stopniowo cukier, potem żółtka, na końcu delikatnie wmieszać mąkę z dodatkiem proszku do pieczenia. Przelać do tortownicy, natłuszczonej i wyspanej mąką. Piec 20-25 min.w 180st.
Krem:
1/2 l kwaśnej śmietany 18% (ja najbardziej lubię Piątnicy)
to wszystkie składniki ;-)
Teraz uwaga:
upieczony biszkopt, jeszcze gorący (to ważne!) przekroić na pół, wylać na to śmietanę i przykryć drugą połową ciasta.Może brzmi dziwnie, ale wierzcie mi, pod wpływem gorąca śmietana zamienia się w krem. Osobiście nie lubię tłustych przekładań na bazie masła czy bitej śmietany, a to jest rewelacyjne - nie za ciężkie, lekko kwaskowe i nie wymagające dużych nakładów pracy. Zdjęcie środka ciasta na dowód, że to się uda:
Ciasto przestudzić, w międzyczasie rozpuścić galaretę truskawkową wg przepisu na opakowaniu (można dać trochę mniej wody) i również przestudzić. Na wierzchu ciasta ułożyć truskawki i zalać je tężejącą galaretką. Wstawić do lodówki. Już tylko chwilka dzieli Cię od konsumpcji.
Spróbuj, na pewno nie pożałujesz!
Ten kawałek jest specjalnie dla Ciebie:
Pozdrawiam smacznie i truskawkowo,
Subskrybuj:
Posty (Atom)
