Zapraszam Was na ciasto. Moje ulubione w sezonie truskawkowym. Gości na naszym stole przynajmniej kilka razy i zawsze się spieszę, żeby zrobić je jak najwięcej razy, zanim skończą się truskawki. Jest proste, efektowne i bardzo smaczne. Do tego ciekawy patent z kremem śmietanowym.
Biszkopt, ja robię taki:
4 jajka
3/4 szk. cukru
3/4 szk. mąki tortowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
Oddzielić żółtka od białek, białka ubić ze szczyptą soli. Dodawać stopniowo cukier, potem żółtka, na końcu delikatnie wmieszać mąkę z dodatkiem proszku do pieczenia. Przelać do tortownicy, natłuszczonej i wyspanej mąką. Piec 20-25 min.w 180st.
Krem:
1/2 l kwaśnej śmietany 18% (ja najbardziej lubię Piątnicy)
to wszystkie składniki ;-)
Teraz uwaga:
upieczony biszkopt, jeszcze gorący (to ważne!) przekroić na pół, wylać na to śmietanę i przykryć drugą połową ciasta.Może brzmi dziwnie, ale wierzcie mi, pod wpływem gorąca śmietana zamienia się w krem. Osobiście nie lubię tłustych przekładań na bazie masła czy bitej śmietany, a to jest rewelacyjne - nie za ciężkie, lekko kwaskowe i nie wymagające dużych nakładów pracy. Zdjęcie środka ciasta na dowód, że to się uda:
Ciasto przestudzić, w międzyczasie rozpuścić galaretę truskawkową wg przepisu na opakowaniu (można dać trochę mniej wody) i również przestudzić. Na wierzchu ciasta ułożyć truskawki i zalać je tężejącą galaretką. Wstawić do lodówki. Już tylko chwilka dzieli Cię od konsumpcji.
Spróbuj, na pewno nie pożałujesz!
Ten kawałek jest specjalnie dla Ciebie:
Pozdrawiam smacznie i truskawkowo,
Translate
niedziela, 12 czerwca 2011
piątek, 3 czerwca 2011
Biały french z kwiatkami i brokatem
Zaniedbałam ostatnio bloga. Wiem, obiecuję poprawę, zwłaszcza, że kilka prac czeka na prezentacje.
Żeby nie katować Was zwierzątkami z modeliny (mam jeszcze jednego, nie powiem co), tym razem pokażę coś z nowego działu. Nails art. Co prawda, nie maluję pazurów często i namiętnie, ale czasem lubię zrobić coś fajnego. Oto dowód na to, że i krótkie paznokcie mogą wyglądać ładnie:
Skromne, nienachalne, ale eleganckie. Taki delikatny manicure jest odpowiedni na co dzień. Wykonanie jest dosyć proste, no może jedynie trochę wprawy wymaga namalowanie białego french'a. Tak więc, białym lakierem malujemy na dole paznokcia pasek, powyżej nalepiamy kwiatek (są dostępne naklejki na paznokcie w liskach - do wyboru, do koloru) i całość pokrywamy bezbarwnym lakierem z brokatem. Można dla utrwalenia pomalować na koniec utwardzaczem, zwanym również top coat.
Jak Wam się podobają? Zachęcam do wypróbowania na sobie.
Pozdrawiam,
Żeby nie katować Was zwierzątkami z modeliny (mam jeszcze jednego, nie powiem co), tym razem pokażę coś z nowego działu. Nails art. Co prawda, nie maluję pazurów często i namiętnie, ale czasem lubię zrobić coś fajnego. Oto dowód na to, że i krótkie paznokcie mogą wyglądać ładnie:
Skromne, nienachalne, ale eleganckie. Taki delikatny manicure jest odpowiedni na co dzień. Wykonanie jest dosyć proste, no może jedynie trochę wprawy wymaga namalowanie białego french'a. Tak więc, białym lakierem malujemy na dole paznokcia pasek, powyżej nalepiamy kwiatek (są dostępne naklejki na paznokcie w liskach - do wyboru, do koloru) i całość pokrywamy bezbarwnym lakierem z brokatem. Można dla utrwalenia pomalować na koniec utwardzaczem, zwanym również top coat.
Jak Wam się podobają? Zachęcam do wypróbowania na sobie.
Pozdrawiam,
piątek, 20 maja 2011
Małe zoo Lili - rozkwaczana kaczka
Nie mam co pokazywać. To znaczy mam, ale zdjęcia nie zrobione. Za malowanie się wzięłam. Ścian malowanie. Skończyłam szydełkową serwetę, ale muszę ją najpierw przygotować do prezentacji. Sweterek się robi...
Póki co, coś z niedawnych zapasów - modelinowa kaczucha. Rozkwaczana, bo...
... jak otworzyła dziób...
... to kwacze i kwacze. Zgubiła się czy co?
Może, gdy uda się w innym kierunku, natrafi na swoje stadko. Kwa, kwa, kwaaaaaaaaaaa:
Pozdrowienia kaczo-żółto-słoneczne,
Póki co, coś z niedawnych zapasów - modelinowa kaczucha. Rozkwaczana, bo...
... jak otworzyła dziób...
... to kwacze i kwacze. Zgubiła się czy co?
Może, gdy uda się w innym kierunku, natrafi na swoje stadko. Kwa, kwa, kwaaaaaaaaaaa:
Pozdrowienia kaczo-żółto-słoneczne,
wtorek, 17 maja 2011
Koronkowe rękawiczki
Jakiś czas temu zostałam poproszona o uszycie rękawiczek. Zadanie wbrew pozorom nie było proste, bo materiał to delikatna i nieelastyczna koronka. Trzeba było uszyć tak żeby tkanina dopasowywała się do ręki. Myślałam, myślałam i... wymyśliłam.
Najpierw zmierzyłam panią i zrobiłam wykrój. Wycięłam i tu zaczęły się schody. Wiedziałam, że maszyna mi tego nie złapie, więc podłożyłam ręcznie i dopiero przeszyłam zygzakiem. Następnie obrobiłam szydełkiem.
Górę i dół rękawiczki wykończyłam małymi łuczkami, z tyłu zrobiłam pętelki:
Są zakładane na środkowy palec. Bałam się, że bez fachowego wykroju źle się będą układały (nierozciągliwa tkanina):
A z tyłu są sznurowane... gumką. Dzięki temu idealnie dopasowują się do ręki. To lepsze rozwiązanie niż sznureczek:
Na moich rękach trochę nienajlepiej się układają, bo mam chudsze ręce, ale na panią M. powinny pasować.
Tak się prezentują na rękach w całości. Z przodu:
I z tyłu:
I znów na płasko ;-). Ale już zasznurowane:
Jeszcze pokażę wykończenie góry:
Zakładanie na palec:
Trochę sie natrudziłam, ale jestem zadowolona z efektu. Niemało już w życiu uszyłam, ale rękawczki to były moje pierwsze. Lubię wyzwania. Zwłaszcza te, które się udają. Poskładałam, jutro zaniosę pani.
Ciekawe czy się spodobają?
Update
Rękawiczki już zaniosłam. Pani M. na szczęście przypadły do gustu, powiedziała, że są śliczne i cudne oraz zostałam dwukrotnie wyściskana ;-))) Bardzo się cieszę.
Anka, Anulinka - dziękuję za miłe komentarze ;-*.
Pozdrawiam,
Najpierw zmierzyłam panią i zrobiłam wykrój. Wycięłam i tu zaczęły się schody. Wiedziałam, że maszyna mi tego nie złapie, więc podłożyłam ręcznie i dopiero przeszyłam zygzakiem. Następnie obrobiłam szydełkiem.
Górę i dół rękawiczki wykończyłam małymi łuczkami, z tyłu zrobiłam pętelki:
Są zakładane na środkowy palec. Bałam się, że bez fachowego wykroju źle się będą układały (nierozciągliwa tkanina):
A z tyłu są sznurowane... gumką. Dzięki temu idealnie dopasowują się do ręki. To lepsze rozwiązanie niż sznureczek:
Na moich rękach trochę nienajlepiej się układają, bo mam chudsze ręce, ale na panią M. powinny pasować.
Tak się prezentują na rękach w całości. Z przodu:
I z tyłu:
I znów na płasko ;-). Ale już zasznurowane:
Jeszcze pokażę wykończenie góry:
Zakładanie na palec:
Trochę sie natrudziłam, ale jestem zadowolona z efektu. Niemało już w życiu uszyłam, ale rękawczki to były moje pierwsze. Lubię wyzwania. Zwłaszcza te, które się udają. Poskładałam, jutro zaniosę pani.
Ciekawe czy się spodobają?
Update
Rękawiczki już zaniosłam. Pani M. na szczęście przypadły do gustu, powiedziała, że są śliczne i cudne oraz zostałam dwukrotnie wyściskana ;-))) Bardzo się cieszę.
Anka, Anulinka - dziękuję za miłe komentarze ;-*.
Pozdrawiam,
piątek, 13 maja 2011
Małe zoo Lili - prążkowany kot
Skoro nie skomentowaliście foczki, pokażę teraz najbardziej nieudane zwierzątko - jest szansa, że nie skrytykujecie ;-)
Kot czarno-biały, jak widać, silnie i nietypowo prążkowany, co było efektem nie do końca zamierzonym. Ale i w naturze zdarzają się różne cudaki. Tak więc, kocie pokaż się.
Kici, kici koteczku, podejdź bliżej.
Chyba się jednak trochę wstydzi.
I poszedł. Nawet mleczka nie wypił...
Pozdrawiam,
Kot czarno-biały, jak widać, silnie i nietypowo prążkowany, co było efektem nie do końca zamierzonym. Ale i w naturze zdarzają się różne cudaki. Tak więc, kocie pokaż się.
Kici, kici koteczku, podejdź bliżej.
Chyba się jednak trochę wstydzi.
I poszedł. Nawet mleczka nie wypił...
Pozdrawiam,
wtorek, 10 maja 2011
Lepienie pierogów i... smutna foczka
Dzisiaj znowu lepiłyśmy, ale nie z modeliny tylko z... ciasta. Pierogi z mięsem.
Podzielę się z Wami przepisem na idealne ciasto pierogowe. Idealne, bo smaczne, ale też dlatego, że wypracowałam je tak, aby składniki były w doskonałych proporcjach i nie trzeba było w nieskończoność dolewać wody czy dosypywać mąki. Tylko wymieszać i już.
Ciasto na pierogi:
1/2 kg mąki
225 ml gorącej wody lub mleka (polecam mleko)
1 jajko
1 łyżka miękkiego masła
szczypta soli
Wszyskie składniki wymieszać razem np. nożem (gorąca woda/mleko!), potem zagniatać ręcznie. Można wyrobić za pomocą robota. Jestem pewna, że Wam zasmakuje.
Zagadka dla spostrzegawczych. Na zdjęciu II tura pierogów, 3 z nich zrobiła Lila - Jak myślicie, które? ;-)))
Muszę przyznać, że każdy kolejny wyrób Lilki był coraz bliższy ideału. Co więcej, pierożki nie rozkleiły się podczas gotowania.
P.S. Foczka z poprzedniego postu jest smutna, że nie zyskała Waszej aprobaty. Łebek ma jakby trochę niżej i piłką się już nie bawi...
Żarcik taki. Wiem, że dopiero zaczęłam blogować i odwiedzających jest niewielu ;-). Niemniej jednak zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam,
Podzielę się z Wami przepisem na idealne ciasto pierogowe. Idealne, bo smaczne, ale też dlatego, że wypracowałam je tak, aby składniki były w doskonałych proporcjach i nie trzeba było w nieskończoność dolewać wody czy dosypywać mąki. Tylko wymieszać i już.
Ciasto na pierogi:
1/2 kg mąki
225 ml gorącej wody lub mleka (polecam mleko)
1 jajko
1 łyżka miękkiego masła
szczypta soli
Wszyskie składniki wymieszać razem np. nożem (gorąca woda/mleko!), potem zagniatać ręcznie. Można wyrobić za pomocą robota. Jestem pewna, że Wam zasmakuje.
Zagadka dla spostrzegawczych. Na zdjęciu II tura pierogów, 3 z nich zrobiła Lila - Jak myślicie, które? ;-)))
Muszę przyznać, że każdy kolejny wyrób Lilki był coraz bliższy ideału. Co więcej, pierożki nie rozkleiły się podczas gotowania.
P.S. Foczka z poprzedniego postu jest smutna, że nie zyskała Waszej aprobaty. Łebek ma jakby trochę niżej i piłką się już nie bawi...
Żarcik taki. Wiem, że dopiero zaczęłam blogować i odwiedzających jest niewielu ;-). Niemniej jednak zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam,
poniedziałek, 9 maja 2011
Małe zoo Lili - niezła foczka
Foczka zapoczątkuje cykl zwierzątek z modeliny. Na razie mam ich 4, a, że w/w najbardziej mi się udała, pójdzie na pierwszy ogień.
Modelina jest wdzięcznym tworzywem, wprawdzie ugniata się ją nieco ciężej niż plastelinę, za to później można ją utwardzić i zachowa się dłużej. Po utrwaleniu jest dosyć krucha, także polecam dla trochę starszych dzieci, które powstałych wytworków nie unicestwią tak od razu. Wspaniale nadaje się do zabawy, ciekawa forma wspólnego spędzania czasu.
Przedstawiam Wam pierwszą mieszkankę lilowego zoo, oto NIEZŁA FOCZKA:
Teraz z prawego profilu:
Z tyłu też się foczka zaprezentuje, a co:
Na wszystkich zdjęciach z piłką, ale to w końcu jej ulubiona zabawka:
Niegdyś mój synek bawił się własnoręcznie ulepionymi zwierzątkami. Miał ich całkiem pokaźną kolekcję: kotek, piesek, kaczka, krowa, koń, świnka, wąż, lis, dzik, itd. Niestety, żadne z nich nie przetrwało do dzisiaj. Pozostaną tylko (albo aż) wspomnienia nietuzinkowej zabawy.
Zachęcam Was do lepienia z dzieckiem. Nieważne co i jak, może być nieco krzywe i koślawe, zapewniam Was, że dla dziecka będzie idealne. Niezrównana frajda.
Jak już zapowiedziałam, mam jeszcze 3 inne zwierzaczki, następne w planach, także cdn.
Pozdrawiam,
Modelina jest wdzięcznym tworzywem, wprawdzie ugniata się ją nieco ciężej niż plastelinę, za to później można ją utwardzić i zachowa się dłużej. Po utrwaleniu jest dosyć krucha, także polecam dla trochę starszych dzieci, które powstałych wytworków nie unicestwią tak od razu. Wspaniale nadaje się do zabawy, ciekawa forma wspólnego spędzania czasu.
Przedstawiam Wam pierwszą mieszkankę lilowego zoo, oto NIEZŁA FOCZKA:
Teraz z prawego profilu:
Z tyłu też się foczka zaprezentuje, a co:
Na wszystkich zdjęciach z piłką, ale to w końcu jej ulubiona zabawka:
Niegdyś mój synek bawił się własnoręcznie ulepionymi zwierzątkami. Miał ich całkiem pokaźną kolekcję: kotek, piesek, kaczka, krowa, koń, świnka, wąż, lis, dzik, itd. Niestety, żadne z nich nie przetrwało do dzisiaj. Pozostaną tylko (albo aż) wspomnienia nietuzinkowej zabawy.
Zachęcam Was do lepienia z dzieckiem. Nieważne co i jak, może być nieco krzywe i koślawe, zapewniam Was, że dla dziecka będzie idealne. Niezrównana frajda.
Jak już zapowiedziałam, mam jeszcze 3 inne zwierzaczki, następne w planach, także cdn.
Pozdrawiam,
czwartek, 5 maja 2011
Biedronkowe kamienie
lub kamienne biedronki, jak kto woli ;-)
Chciałoby się napisać: Chodź biedronko, wyjdź biedronko, pójdź na słonko, ale... aura mocno niesprzyjająca. Mimo to pojawiły się. Najpierw przyleciała jedna, spoczęła na soczystej trawce:
Tuż za nią, już przetartym szlakiem, nadfrunęła druga. Zatrzymała się nieopodal:
Nastąpiła konfrontacja, pierwsze nieśmiałe spojrzenia:
Chyba się polubią ;-)
Biedronki wykonałam poprzez pomalowanie kamieni farbami. Wiem, że owe kamienie mogły być wybrane bardziej starannie i dzięki temu owady zyskałyby na zgrabności, ale... dziecko nie mogło się doczekać i musiało mieć już. Zresztą Lila dzielnie pomagała w malowaniu, próbując przy okazji przeforsować swoją koncepcję wyglądu ostatecznego biedronek. Są jakie są, nam się podobają, a widać, że i sobie nawzajem przypadły do gustu ;-)))
Pozdrawiam,
Chciałoby się napisać: Chodź biedronko, wyjdź biedronko, pójdź na słonko, ale... aura mocno niesprzyjająca. Mimo to pojawiły się. Najpierw przyleciała jedna, spoczęła na soczystej trawce:
Tuż za nią, już przetartym szlakiem, nadfrunęła druga. Zatrzymała się nieopodal:
Nastąpiła konfrontacja, pierwsze nieśmiałe spojrzenia:
Chyba się polubią ;-)
Biedronki wykonałam poprzez pomalowanie kamieni farbami. Wiem, że owe kamienie mogły być wybrane bardziej starannie i dzięki temu owady zyskałyby na zgrabności, ale... dziecko nie mogło się doczekać i musiało mieć już. Zresztą Lila dzielnie pomagała w malowaniu, próbując przy okazji przeforsować swoją koncepcję wyglądu ostatecznego biedronek. Są jakie są, nam się podobają, a widać, że i sobie nawzajem przypadły do gustu ;-)))
Pozdrawiam,
wtorek, 3 maja 2011
Różowy kapelusik
Powstał przed świętami, ale jakoś nie było okazji wcześniej go obfocić. Lila dostała nową kurteczkę, to i trzeba było coś do niej dopasować. Dokupiłam delikatną chusteczkę z kwiatkami i dorobiłam ten kapelusik:
Włóczka z odzysku, więc nie podam jaka. Tak kapelusz wygląda na głowie. Z tyłu:
Już myślałam, że mała nie pochodzi w nim tej wiosny, ale cóż... jest jak jest. Wyszłyśmy w plener, zdjęcie z boku:
No i a face ;-):
Prułam, modyfikowałam, prułam, poprawiałam i tak w kółko, aż w końcu powstał. Taki jak chciałam. Wyszedł całkiem, całkiem. A Wam - jak się podoba?
Włóczka z odzysku, więc nie podam jaka. Tak kapelusz wygląda na głowie. Z tyłu:
Już myślałam, że mała nie pochodzi w nim tej wiosny, ale cóż... jest jak jest. Wyszłyśmy w plener, zdjęcie z boku:
No i a face ;-):
Prułam, modyfikowałam, prułam, poprawiałam i tak w kółko, aż w końcu powstał. Taki jak chciałam. Wyszedł całkiem, całkiem. A Wam - jak się podoba?
Subskrybuj:
Posty (Atom)