Jakiś czas temu zostałam poproszona o uszycie rękawiczek. Zadanie wbrew pozorom nie było proste, bo materiał to delikatna i nieelastyczna koronka. Trzeba było uszyć tak żeby tkanina dopasowywała się do ręki. Myślałam, myślałam i... wymyśliłam.
Najpierw zmierzyłam panią i zrobiłam wykrój. Wycięłam i tu zaczęły się schody. Wiedziałam, że maszyna mi tego nie złapie, więc podłożyłam ręcznie i dopiero przeszyłam zygzakiem. Następnie obrobiłam szydełkiem.
Górę i dół rękawiczki wykończyłam małymi łuczkami, z tyłu zrobiłam pętelki:
Są zakładane na środkowy palec. Bałam się, że bez fachowego wykroju źle się będą układały (nierozciągliwa tkanina):
A z tyłu są sznurowane... gumką. Dzięki temu idealnie dopasowują się do ręki. To lepsze rozwiązanie niż sznureczek:
Na moich rękach trochę nienajlepiej się układają, bo mam chudsze ręce, ale na panią M. powinny pasować.
Tak się prezentują na rękach w całości. Z przodu:
I z tyłu:
I znów na płasko ;-). Ale już zasznurowane:
Jeszcze pokażę wykończenie góry:
Zakładanie na palec:
Trochę sie natrudziłam, ale jestem zadowolona z efektu. Niemało już w życiu uszyłam, ale rękawczki to były moje pierwsze. Lubię wyzwania. Zwłaszcza te, które się udają. Poskładałam, jutro zaniosę pani.
Ciekawe czy się spodobają?
Update
Rękawiczki już zaniosłam. Pani M. na szczęście przypadły do gustu, powiedziała, że są śliczne i cudne oraz zostałam dwukrotnie wyściskana ;-))) Bardzo się cieszę.
Anka, Anulinka - dziękuję za miłe komentarze ;-*.
Pozdrawiam,
Translate
wtorek, 17 maja 2011
piątek, 13 maja 2011
Małe zoo Lili - prążkowany kot
Skoro nie skomentowaliście foczki, pokażę teraz najbardziej nieudane zwierzątko - jest szansa, że nie skrytykujecie ;-)
Kot czarno-biały, jak widać, silnie i nietypowo prążkowany, co było efektem nie do końca zamierzonym. Ale i w naturze zdarzają się różne cudaki. Tak więc, kocie pokaż się.
Kici, kici koteczku, podejdź bliżej.
Chyba się jednak trochę wstydzi.
I poszedł. Nawet mleczka nie wypił...
Pozdrawiam,
Kot czarno-biały, jak widać, silnie i nietypowo prążkowany, co było efektem nie do końca zamierzonym. Ale i w naturze zdarzają się różne cudaki. Tak więc, kocie pokaż się.
Kici, kici koteczku, podejdź bliżej.
Chyba się jednak trochę wstydzi.
I poszedł. Nawet mleczka nie wypił...
Pozdrawiam,
wtorek, 10 maja 2011
Lepienie pierogów i... smutna foczka
Dzisiaj znowu lepiłyśmy, ale nie z modeliny tylko z... ciasta. Pierogi z mięsem.
Podzielę się z Wami przepisem na idealne ciasto pierogowe. Idealne, bo smaczne, ale też dlatego, że wypracowałam je tak, aby składniki były w doskonałych proporcjach i nie trzeba było w nieskończoność dolewać wody czy dosypywać mąki. Tylko wymieszać i już.
Ciasto na pierogi:
1/2 kg mąki
225 ml gorącej wody lub mleka (polecam mleko)
1 jajko
1 łyżka miękkiego masła
szczypta soli
Wszyskie składniki wymieszać razem np. nożem (gorąca woda/mleko!), potem zagniatać ręcznie. Można wyrobić za pomocą robota. Jestem pewna, że Wam zasmakuje.
Zagadka dla spostrzegawczych. Na zdjęciu II tura pierogów, 3 z nich zrobiła Lila - Jak myślicie, które? ;-)))
Muszę przyznać, że każdy kolejny wyrób Lilki był coraz bliższy ideału. Co więcej, pierożki nie rozkleiły się podczas gotowania.
P.S. Foczka z poprzedniego postu jest smutna, że nie zyskała Waszej aprobaty. Łebek ma jakby trochę niżej i piłką się już nie bawi...
Żarcik taki. Wiem, że dopiero zaczęłam blogować i odwiedzających jest niewielu ;-). Niemniej jednak zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam,
Podzielę się z Wami przepisem na idealne ciasto pierogowe. Idealne, bo smaczne, ale też dlatego, że wypracowałam je tak, aby składniki były w doskonałych proporcjach i nie trzeba było w nieskończoność dolewać wody czy dosypywać mąki. Tylko wymieszać i już.
Ciasto na pierogi:
1/2 kg mąki
225 ml gorącej wody lub mleka (polecam mleko)
1 jajko
1 łyżka miękkiego masła
szczypta soli
Wszyskie składniki wymieszać razem np. nożem (gorąca woda/mleko!), potem zagniatać ręcznie. Można wyrobić za pomocą robota. Jestem pewna, że Wam zasmakuje.
Zagadka dla spostrzegawczych. Na zdjęciu II tura pierogów, 3 z nich zrobiła Lila - Jak myślicie, które? ;-)))
Muszę przyznać, że każdy kolejny wyrób Lilki był coraz bliższy ideału. Co więcej, pierożki nie rozkleiły się podczas gotowania.
P.S. Foczka z poprzedniego postu jest smutna, że nie zyskała Waszej aprobaty. Łebek ma jakby trochę niżej i piłką się już nie bawi...
Żarcik taki. Wiem, że dopiero zaczęłam blogować i odwiedzających jest niewielu ;-). Niemniej jednak zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam,
poniedziałek, 9 maja 2011
Małe zoo Lili - niezła foczka
Foczka zapoczątkuje cykl zwierzątek z modeliny. Na razie mam ich 4, a, że w/w najbardziej mi się udała, pójdzie na pierwszy ogień.
Modelina jest wdzięcznym tworzywem, wprawdzie ugniata się ją nieco ciężej niż plastelinę, za to później można ją utwardzić i zachowa się dłużej. Po utrwaleniu jest dosyć krucha, także polecam dla trochę starszych dzieci, które powstałych wytworków nie unicestwią tak od razu. Wspaniale nadaje się do zabawy, ciekawa forma wspólnego spędzania czasu.
Przedstawiam Wam pierwszą mieszkankę lilowego zoo, oto NIEZŁA FOCZKA:
Teraz z prawego profilu:
Z tyłu też się foczka zaprezentuje, a co:
Na wszystkich zdjęciach z piłką, ale to w końcu jej ulubiona zabawka:
Niegdyś mój synek bawił się własnoręcznie ulepionymi zwierzątkami. Miał ich całkiem pokaźną kolekcję: kotek, piesek, kaczka, krowa, koń, świnka, wąż, lis, dzik, itd. Niestety, żadne z nich nie przetrwało do dzisiaj. Pozostaną tylko (albo aż) wspomnienia nietuzinkowej zabawy.
Zachęcam Was do lepienia z dzieckiem. Nieważne co i jak, może być nieco krzywe i koślawe, zapewniam Was, że dla dziecka będzie idealne. Niezrównana frajda.
Jak już zapowiedziałam, mam jeszcze 3 inne zwierzaczki, następne w planach, także cdn.
Pozdrawiam,
Modelina jest wdzięcznym tworzywem, wprawdzie ugniata się ją nieco ciężej niż plastelinę, za to później można ją utwardzić i zachowa się dłużej. Po utrwaleniu jest dosyć krucha, także polecam dla trochę starszych dzieci, które powstałych wytworków nie unicestwią tak od razu. Wspaniale nadaje się do zabawy, ciekawa forma wspólnego spędzania czasu.
Przedstawiam Wam pierwszą mieszkankę lilowego zoo, oto NIEZŁA FOCZKA:
Teraz z prawego profilu:
Z tyłu też się foczka zaprezentuje, a co:
Na wszystkich zdjęciach z piłką, ale to w końcu jej ulubiona zabawka:
Niegdyś mój synek bawił się własnoręcznie ulepionymi zwierzątkami. Miał ich całkiem pokaźną kolekcję: kotek, piesek, kaczka, krowa, koń, świnka, wąż, lis, dzik, itd. Niestety, żadne z nich nie przetrwało do dzisiaj. Pozostaną tylko (albo aż) wspomnienia nietuzinkowej zabawy.
Zachęcam Was do lepienia z dzieckiem. Nieważne co i jak, może być nieco krzywe i koślawe, zapewniam Was, że dla dziecka będzie idealne. Niezrównana frajda.
Jak już zapowiedziałam, mam jeszcze 3 inne zwierzaczki, następne w planach, także cdn.
Pozdrawiam,
czwartek, 5 maja 2011
Biedronkowe kamienie
lub kamienne biedronki, jak kto woli ;-)
Chciałoby się napisać: Chodź biedronko, wyjdź biedronko, pójdź na słonko, ale... aura mocno niesprzyjająca. Mimo to pojawiły się. Najpierw przyleciała jedna, spoczęła na soczystej trawce:
Tuż za nią, już przetartym szlakiem, nadfrunęła druga. Zatrzymała się nieopodal:
Nastąpiła konfrontacja, pierwsze nieśmiałe spojrzenia:
Chyba się polubią ;-)
Biedronki wykonałam poprzez pomalowanie kamieni farbami. Wiem, że owe kamienie mogły być wybrane bardziej starannie i dzięki temu owady zyskałyby na zgrabności, ale... dziecko nie mogło się doczekać i musiało mieć już. Zresztą Lila dzielnie pomagała w malowaniu, próbując przy okazji przeforsować swoją koncepcję wyglądu ostatecznego biedronek. Są jakie są, nam się podobają, a widać, że i sobie nawzajem przypadły do gustu ;-)))
Pozdrawiam,
Chciałoby się napisać: Chodź biedronko, wyjdź biedronko, pójdź na słonko, ale... aura mocno niesprzyjająca. Mimo to pojawiły się. Najpierw przyleciała jedna, spoczęła na soczystej trawce:
Tuż za nią, już przetartym szlakiem, nadfrunęła druga. Zatrzymała się nieopodal:
Nastąpiła konfrontacja, pierwsze nieśmiałe spojrzenia:
Chyba się polubią ;-)
Biedronki wykonałam poprzez pomalowanie kamieni farbami. Wiem, że owe kamienie mogły być wybrane bardziej starannie i dzięki temu owady zyskałyby na zgrabności, ale... dziecko nie mogło się doczekać i musiało mieć już. Zresztą Lila dzielnie pomagała w malowaniu, próbując przy okazji przeforsować swoją koncepcję wyglądu ostatecznego biedronek. Są jakie są, nam się podobają, a widać, że i sobie nawzajem przypadły do gustu ;-)))
Pozdrawiam,
wtorek, 3 maja 2011
Różowy kapelusik
Powstał przed świętami, ale jakoś nie było okazji wcześniej go obfocić. Lila dostała nową kurteczkę, to i trzeba było coś do niej dopasować. Dokupiłam delikatną chusteczkę z kwiatkami i dorobiłam ten kapelusik:
Włóczka z odzysku, więc nie podam jaka. Tak kapelusz wygląda na głowie. Z tyłu:
Już myślałam, że mała nie pochodzi w nim tej wiosny, ale cóż... jest jak jest. Wyszłyśmy w plener, zdjęcie z boku:
No i a face ;-):
Prułam, modyfikowałam, prułam, poprawiałam i tak w kółko, aż w końcu powstał. Taki jak chciałam. Wyszedł całkiem, całkiem. A Wam - jak się podoba?
Włóczka z odzysku, więc nie podam jaka. Tak kapelusz wygląda na głowie. Z tyłu:
Już myślałam, że mała nie pochodzi w nim tej wiosny, ale cóż... jest jak jest. Wyszłyśmy w plener, zdjęcie z boku:
No i a face ;-):
Prułam, modyfikowałam, prułam, poprawiałam i tak w kółko, aż w końcu powstał. Taki jak chciałam. Wyszedł całkiem, całkiem. A Wam - jak się podoba?
Książki
Napisałam w pierwszym poście, że blog będzie również o książkach, ale...
po namyśle doszłam do wniosku, że i tak tu panuje wystarczający rozgardiasz. Postanowiłam zostawić na tym blogu sztukę: rękodzielniczą i kulinarną ;-) a dla książek założyć nowy. W końcu nie każdy kto pasjonuje się pracami ręcznymi lubi też literaturę. Nie pochłaniam może książek w zastraszającej ilości, ale myślę, że czytam wystarczająco dużo żebym mogła poświęcić im osobne miejsce w sieci.
Zapraszam wszystkich, którzy tak jak ja kochają książki. Postaram się, aby było ciekawie.
A oto adres: http://ksiazkiartsajke.blogspot.com
po namyśle doszłam do wniosku, że i tak tu panuje wystarczający rozgardiasz. Postanowiłam zostawić na tym blogu sztukę: rękodzielniczą i kulinarną ;-) a dla książek założyć nowy. W końcu nie każdy kto pasjonuje się pracami ręcznymi lubi też literaturę. Nie pochłaniam może książek w zastraszającej ilości, ale myślę, że czytam wystarczająco dużo żebym mogła poświęcić im osobne miejsce w sieci.
Zapraszam wszystkich, którzy tak jak ja kochają książki. Postaram się, aby było ciekawie.
A oto adres: http://ksiazkiartsajke.blogspot.com
sobota, 30 kwietnia 2011
Szparagi z sosem holenderskim
Mój ulubiony sposób na szparagi. Kupiłam wczoraj w Poznaniu i były to najlepsze szparagi jakie jadłam. 4zł za pęczek. Tanio, nie? U nas (okolice Warszawy) były po 9zł. Jest różnica.
A teraz przepis:
Zielone szparagi z sosem holenderskim
2 pęczki zielonych szparagów
1 łyżka cukru
1 łyżeczka vegety
1 łyżka soku z cytryny
Szparagi umyć, odłamać zdrewniałe końcówki. Gotować 10 min. we wrzącej wodzie z dodatkiem cukru, vegety (można zastąpić solą, ale napisałam tak jak ja robię) i odrobiny soku z cytryny (można wrzucić wyciśniętą skórkę - sok będzie potrzebny do sosu). Odlać wodę i wyłożyć na talerz.
Można użyć białych szparagów, ale wcześniej należy je obrać i gotować dłużej -15 min.
Składniki na sos holenderski:
2 jajka
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka vegety lub 1/2 łyżeczki soli
pieprz, szczypta cukru do smaku
1/2 kostki masła
Żółtka ubić z vegetą/solą, dodać sok z cytryny, zmiksować. Masło roztopić i wrzące powoli dodawać do żółtek ciągle ubijając. Doprawić. Jeżeli sos jest za rzadki można ubijać dalej na parze, aż odpowiednio zgęstnieje. Tu można zakończyć, ale ja po lekkim przestudzeniu dodaję jeszcze ubitą pianę z białek - sos jest wtedy lekki i puszysty. Polać szparagi, o tak:
Można też podać sos osobno w miseczce i zajadać maczając szparag.
Smakuje też dzieciom, nawet mojej niejadce:
Pozdrawiam smacznie,
A teraz przepis:
Zielone szparagi z sosem holenderskim
2 pęczki zielonych szparagów
1 łyżka cukru
1 łyżeczka vegety
1 łyżka soku z cytryny
Szparagi umyć, odłamać zdrewniałe końcówki. Gotować 10 min. we wrzącej wodzie z dodatkiem cukru, vegety (można zastąpić solą, ale napisałam tak jak ja robię) i odrobiny soku z cytryny (można wrzucić wyciśniętą skórkę - sok będzie potrzebny do sosu). Odlać wodę i wyłożyć na talerz.
Można użyć białych szparagów, ale wcześniej należy je obrać i gotować dłużej -15 min.
Składniki na sos holenderski:
2 jajka
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka vegety lub 1/2 łyżeczki soli
pieprz, szczypta cukru do smaku
1/2 kostki masła
Żółtka ubić z vegetą/solą, dodać sok z cytryny, zmiksować. Masło roztopić i wrzące powoli dodawać do żółtek ciągle ubijając. Doprawić. Jeżeli sos jest za rzadki można ubijać dalej na parze, aż odpowiednio zgęstnieje. Tu można zakończyć, ale ja po lekkim przestudzeniu dodaję jeszcze ubitą pianę z białek - sos jest wtedy lekki i puszysty. Polać szparagi, o tak:
Można też podać sos osobno w miseczce i zajadać maczając szparag.
Smakuje też dzieciom, nawet mojej niejadce:
Pozdrawiam smacznie,
sobota, 23 kwietnia 2011
Wielkanocne życzenia i... mazurki
Zamiast standardowych życzeń Wesołych Świąt, smacznego jajka i mokrego dyngusa:
"Radosne Alleluja, ciągle rozbrzmiewające w naszych sercach w czasie wielkanocnym, bardzo koresponduje z porą roku, w której jest śpiewane. Wiosna to czas, kiedy cała przyroda budzi się z zimowego letargu. Zaczyna zielenić się trawa, gałęzie drzew puszczają pąki, ptaki zaczynają śpiewać radośnie. Można rzec, że "zmartwychwstająca" przyroda, budząca się do życia, jest dla nas apelem o powstanie do nowego życia, zapoczątkowanego w Chrystusie wraz z Jego zmartwychwstaniem. Jest wielkim wołaniem do nas, abyśmy obudzili się z marazmu, który w niejednym wypadku niesie codzienność.
Niedziela Zmartwychwstania nastąpiła po Wielkim Piątku Męki Pańskiej. Ten fakt niech napawa nas nadzieją (symbolizowaną przez jajko), że i w naszym życiu, po dniach przygnębienia, smutku i problemów, musi przyjść czas wielkanocnej radości. Takiego spojrzenia wiary na życie chciejmy sobie z całego serca życzyć przy wielkanocnym stole wokół paschalnego baranka: abyśmy nigdy nie upadali na duchu; aby Chrystus Zmartwychwstały przemieniał nasze codzienne wielkopiątkowe smutki w radość zmartwychwstania, aby nasze serca, odnowione przez sakrament pokuty, takimi pozostawały na zawsze".
źródło: http://www.rycerz.franciszkanie.pl/2008/index.php?nr=03&id=3
Chętnie zamieściłaby tu ciekawe zdjęcia wielkanocnych aranżacji (tak jak to planowałam), niestety choroba tak mnie przytłoczyła, że jestem do tyłu z wszystkim, a o jakichkolwiek dekoracjach to nawet nie mam siły myśleć. Ale mazurki już są. W końcu je też można zaliczyć do rękodzieła ;-)
Kokosowy z migdałami (robiłam go po raz pierwszy, ale zapowiada się nieźle):
i karmelowy (wspaniały, polecam):
Gdyby byli zainteresowani dołączę przepisy.
Zatem, Alleluja!
"Radosne Alleluja, ciągle rozbrzmiewające w naszych sercach w czasie wielkanocnym, bardzo koresponduje z porą roku, w której jest śpiewane. Wiosna to czas, kiedy cała przyroda budzi się z zimowego letargu. Zaczyna zielenić się trawa, gałęzie drzew puszczają pąki, ptaki zaczynają śpiewać radośnie. Można rzec, że "zmartwychwstająca" przyroda, budząca się do życia, jest dla nas apelem o powstanie do nowego życia, zapoczątkowanego w Chrystusie wraz z Jego zmartwychwstaniem. Jest wielkim wołaniem do nas, abyśmy obudzili się z marazmu, który w niejednym wypadku niesie codzienność.
Niedziela Zmartwychwstania nastąpiła po Wielkim Piątku Męki Pańskiej. Ten fakt niech napawa nas nadzieją (symbolizowaną przez jajko), że i w naszym życiu, po dniach przygnębienia, smutku i problemów, musi przyjść czas wielkanocnej radości. Takiego spojrzenia wiary na życie chciejmy sobie z całego serca życzyć przy wielkanocnym stole wokół paschalnego baranka: abyśmy nigdy nie upadali na duchu; aby Chrystus Zmartwychwstały przemieniał nasze codzienne wielkopiątkowe smutki w radość zmartwychwstania, aby nasze serca, odnowione przez sakrament pokuty, takimi pozostawały na zawsze".
źródło: http://www.rycerz.franciszkanie.pl/2008/index.php?nr=03&id=3
Chętnie zamieściłaby tu ciekawe zdjęcia wielkanocnych aranżacji (tak jak to planowałam), niestety choroba tak mnie przytłoczyła, że jestem do tyłu z wszystkim, a o jakichkolwiek dekoracjach to nawet nie mam siły myśleć. Ale mazurki już są. W końcu je też można zaliczyć do rękodzieła ;-)
Kokosowy z migdałami (robiłam go po raz pierwszy, ale zapowiada się nieźle):
i karmelowy (wspaniały, polecam):
Gdyby byli zainteresowani dołączę przepisy.
Zatem, Alleluja!
piątek, 22 kwietnia 2011
Co do koszyczka?
Wszyscy wiemy co przygotować do święcenia w koszyczku. Wiadomo: jajka, kiełbaskę, sól, chrzan, itd. Ale czy wiemy dlaczego akurat to, a nie co inne? Może zamiast jajka i chleba - mleko i serek? Nie, nie... Każdy produkt ma określoną symbolikę. I tak:
Jajko jest symbolem Nowego Życia, które obiecuje swym Zmartwychwstaniem Chrystus. Kolory pisanek też mają swoje znaczenie: zielone lub żółte to radość ze Zmartwychwstania Jezusa, czerwone były na wspomnieniem Jego cierpienia, niebieskie i fioletowe oznaczają żałobę wielkopostną.
Chleb stanowi podstawowy pokarm człowieka, owoc ciężkiej pracy; jest symbolem Ciała Chrystusa, pamiątki Ostatniej Wieczerzy i tego Chleba Eucharystycznego.
Chrzan - jego ostry smak kojarzy się z napojem z octu i mirry, który podano Chrystusowi konającemu na krzyżu. Ponadto przypomina, że gorzkość męki Chrystusa tego dnia zamienia się w słodycz i dlatego jest święcony razem z masłem, które oznacza tę słodycz.
Sól chroni żywność przed zepsuciem tak jak wiara w Chrystusa chroni przed zepsuciem ludzi. Bez soli nie ma życia. Jest ona symbolem istnienia, a także oczyszczenia i trwałości.
Chrzan, sól i pieprz (czarny, zmielony) są również odpowiednikiem biblijnych gorzkich ziół, w Starym Testamencie spożywano z nimi mięso paschalnego baranka.
Ciasto musi być drożdżowe, bo oznacza wzrastanie w wierze, nadziei i miłości.
Kiełbasa - w koszyczku umieszcza się ją na pamiątkę ofiary Jezusa.
Baranek (z cukru, masła, czekolady lub marcepana) uosabia samego Chrystusa, który stał się barankiem ofiarnym i oddał swoje życie za ludzi. Czerwona chorągiewka ze znakiem krzyża to symbol zwycięstwa.
Zajączek oznacza grzesznika, który szuka schronienia w skale, czyli w
Chrystusie.
Łączka, czyli rzeżucha, żyto lub owies - rośliny, które wypuszczają pierwsze zielone pędy kojarzone są z cyklicznym odradzaniem się natury, więc symbolizują zwycięstwo życia nad śmiercią. Podobne znaczenie mają bazie.
To taka ciekawostka, może zainspiruje Cię do uzupełnienia swojego koszyczka? Osobiście nie wkładałam do święconki chleba, a dodałam go po obserwacji innych koszyczków. Natomiast zawsze mieliśmy masło, a nie znałam jego symboliki. A, i jajko przeznaczone do dzielenia obieramy ze skorupki.
I żeby nie odbiegać od tematyki bloga, zdjęcie mojego koszyczka z któregoś poprzedniego roku:
Szydełkowe kurki skrywają malowane jajeczka.
Jajko jest symbolem Nowego Życia, które obiecuje swym Zmartwychwstaniem Chrystus. Kolory pisanek też mają swoje znaczenie: zielone lub żółte to radość ze Zmartwychwstania Jezusa, czerwone były na wspomnieniem Jego cierpienia, niebieskie i fioletowe oznaczają żałobę wielkopostną.
Chleb stanowi podstawowy pokarm człowieka, owoc ciężkiej pracy; jest symbolem Ciała Chrystusa, pamiątki Ostatniej Wieczerzy i tego Chleba Eucharystycznego.
Chrzan - jego ostry smak kojarzy się z napojem z octu i mirry, który podano Chrystusowi konającemu na krzyżu. Ponadto przypomina, że gorzkość męki Chrystusa tego dnia zamienia się w słodycz i dlatego jest święcony razem z masłem, które oznacza tę słodycz.
Sól chroni żywność przed zepsuciem tak jak wiara w Chrystusa chroni przed zepsuciem ludzi. Bez soli nie ma życia. Jest ona symbolem istnienia, a także oczyszczenia i trwałości.
Chrzan, sól i pieprz (czarny, zmielony) są również odpowiednikiem biblijnych gorzkich ziół, w Starym Testamencie spożywano z nimi mięso paschalnego baranka.
Ciasto musi być drożdżowe, bo oznacza wzrastanie w wierze, nadziei i miłości.
Kiełbasa - w koszyczku umieszcza się ją na pamiątkę ofiary Jezusa.
Baranek (z cukru, masła, czekolady lub marcepana) uosabia samego Chrystusa, który stał się barankiem ofiarnym i oddał swoje życie za ludzi. Czerwona chorągiewka ze znakiem krzyża to symbol zwycięstwa.
Zajączek oznacza grzesznika, który szuka schronienia w skale, czyli w
Chrystusie.
Łączka, czyli rzeżucha, żyto lub owies - rośliny, które wypuszczają pierwsze zielone pędy kojarzone są z cyklicznym odradzaniem się natury, więc symbolizują zwycięstwo życia nad śmiercią. Podobne znaczenie mają bazie.
To taka ciekawostka, może zainspiruje Cię do uzupełnienia swojego koszyczka? Osobiście nie wkładałam do święconki chleba, a dodałam go po obserwacji innych koszyczków. Natomiast zawsze mieliśmy masło, a nie znałam jego symboliki. A, i jajko przeznaczone do dzielenia obieramy ze skorupki.
I żeby nie odbiegać od tematyki bloga, zdjęcie mojego koszyczka z któregoś poprzedniego roku:
Szydełkowe kurki skrywają malowane jajeczka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















