Translate

sobota, 24 marca 2012

Czerwone buciki dla Leny

Ostatni dzwonek na takie buciki, bo Lena niedługo kończy rok. Zmieni skarpetki i miękkie cichobiegi na prawdziwe buty dla dużego, chodzącego dziecka ;-). A szydełkowe, malutkie buciki są przesłodkie. Tym razem zrobiłam czerwone, żeby stanowiły komplet do stroju, który wcześniej jej kupiłam. Oto i one:


Kokardki są zawiązane i przyszyte na stałe. Całe szczęście, że wpadłam na taki pomysł, bo Lenka od razu za nie chwyciła.


Aby buciki dobrze trzymały się na nóżce i łatwo zakładały zrobiłam z boku paseczek zapinany na guziczek. Biała kropka na czerwonym tle, jak na kokardce:



I to wszystko. Podobają się Wam? Bo mnie się podobają za sam fakt, że są małymi bucikami ;-)

Pozdrawiam, miłej niedzieli,

wtorek, 20 marca 2012

Ale pasztet!

Właściwie to dwa pasztety. Każdy inny i każdy pyszny:



Pierwszy to pasztet z selera. Słyszałam o nim, że jest bardzo dobry i w końcu sama zrobiłam. Potwierdzam: jest naprawdę przepyszny! Nikt by nie zgadł, że nie ma w nim ani grama mięsa. Ma delikatny, jakby drobiowy smak. Oczywiście wyczuwa się nutkę selera, ale nie dominuje on smaku. Jeśli jeszcze go nie znacie, polecam wypróbować. Ten pasztet Was zadziwi.


Wzorowałam się na przepisie z bloga Home Sweet Home, ale trochę go zmodyfikowałam i zmieniłam proporcje. Oto moja wersja:  

Pasztet z selera

Składniki:
60 dag selera (po obraniu)
1 cebula 
1/2 margaryny 
2 ząbki czosnku 
3/4 szk. bułki tartej 
4 jaja
kilka suszonych grzybków
sól,pieprz
gałka muszkatołowa-odrobina do smaku
ja dodałam jeszcze startą marchewkę, ale odradzam - nadała słodkawy smak

Wykonanie:
Seler zetrzeć na tarce na grubych oczkach. Cebulę drobno posiekać. Warzywa przełożyć do garnka, zalać niedużą ilością wody (tylko aby przykrywała warzywa). Dodać przyprawy, zmielone grzybki, sprasowany czosnek i margarynę. Doprowadzić do wrzenia i gotować na wolnym ogniu 1 godzinę. Ostudzić. Do zimnej masy dodać jajka i bułkę tartą, dobrze wyrobić. Foremkę (najlepiej keksówkę - ja nie miałam, stąd nie najciekawszy kształt pasztetu) wysmarować tłuszczem i wysypać tartą bułką. Włożyć masę i piec 1 godz. w temp.180 stopni. 

Drugi pasztet jest też bardzo ciekawy ze względu na galaretkę na wierzchu (mniam!!!) i sposób przygotowania (nie piecze się go). To mix z wątróbek drobiowych i pieczarek. Ma kremową, smarowalną konsystencję, ale spokojnie można go też kroić. I znowu powtórzę, jak przy pierwszym pasztecie, ten smak Was zaskoczy:


Przepis znalazłam na blogu Kuchnia Agaty i tym razem nic w nim nie zmieniałam:

Kremowy pasztet Marthy Stewart

Składniki:
150g masła
300g wątróbek drobiowych
250g pieczarek
garść suszonych grzybów (wcześniej namoczonych)
1 łyżeczka czosnku
1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
2 łyżeczki soli
szczypta gałki muszkatołowej
1/3 szklanki wytrawnego białego wina
1 łyżeczka suszonego tymianku
1 średnia cebula
2 łyżki bułki tartej (opcjonalnie)
galaretka:
1/2 szklanki czerwonego wina
1 goździk
1/3 szklanki soku z granatów (ja dałam wiśniowy i świetnie pasuje)
1 listek żelatyny (1,5 łyżeczki)

Wykonanie:
2 łyżki masła rozpuścić na dużej patelni. Wrzucić poszatkowane grzyby, pieczarki, drobno pokrojoną wątróbkę, cebulkę, czosnek i pieprz. Smażyć ok 5 minut. Dodać łyżeczkę soli, tymianek oraz białe wino i tartą bułkę. Zmniejszyć ogień, dusić pod przykryciem ok. 10 minut. Lekko ostudzoną masę zmiksować dokładnie w blenderze z pozostałym masłem. Przełożyć do foremki. Wstawić do na pół godziny lodówki. W tym czasie podgrzać czerwone wino z goździkiem. Pozwolić, aby alkohol wyparował. Żelatynę przygotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Połączyć z winem i owocowym sokiem. Ostudzić. Wyjąć goździk. Na chłodny pasztet wylać delikatnie (strużką po odwróconej łyżce) chłodną galaretkę. Wstawić na kilka godzin do lodówki, aby masa stężała.

Kanapkę?


Pozdrawiam i życzę smacznego,

wtorek, 13 marca 2012

Śliwkowy komplet - kaszkiet i szalik

Kochani, obiecałam, że będę częściej bywać, a tu choroba zarządziła odwrót i dalej sobie bytowałam półżywa, nie mając ochoty na nic. Ale teraz już się nie dam! Wracam.

Śliwkowy komplet dla pani E. doczekał się ukończenia. Tak wygląda finalnie:




Zaczęłam od kaszkietu, górę robiłam jak beret...


...jednak trochę wyżej, nadając kształt czapki. Trochę roboty z utrafieniem rozmiaru, trochę więcej z ukształtowaniem daszka i wreszcie jest:



Jestem z niego zadowolona, kaszkiet można dowolnie formować i układać w zależności od upodobania.

Teraz szalik. Zaczęłam tym samym wzorem, w jodełkę...



Już sobie wypróbowywałam różne rodzaje obramowania, np. takie:



albo takie:


Niestety miałam ograniczoną ilość włóczki i musiałam zmienić zamysł. Wybrałam taki wzór:



Szaliczek też nie jest imponującej długości, ale da się nim omotać, tak żeby było ciepło.

Było trochę prucia, bo ciągle nie starczało mi włóczki na obramowanie i regulowałam długość, a musiałam być na 100% usatysfakcjonowana. Wolę robić kilka razy, niż potem być niezadowoloną z efektu. A teraz jestem zadowolona.



Na człowieku:




Pozdrawiam i do zobaczenia wkrótce,

czwartek, 16 lutego 2012

Pączkowo

Witam po długiej przerwie ;-)

Niestety, różne zawirowania (wyjazd, awaria netu, paskudna angina) sprawiły, że dawno mnie tu nie widzieliście, ale już jestem i postaram się publikować posty w miarę regularnie.

Dziś Tłusty Czwartek, nie mogło zabraknąć u nas pączków:


Zawsze robię wg tego samego, sprawdzonego przepisu:

Pączki

1/2 kg mąki
torebka suchych drożdży
1 szk. ciepłego mleka
6 żółtek
100 g stopionego masła
1/2 szk. cukru
2-3 łyżki spirytusu
szczypta soli

Żółtka utrzeć z cukrem, dodać pozostałe składniki, wyrobić ciasto. Pozostawić do wyrośnięcia. Rozwałkować ciasto na grubość ok 1-2 cm, wykrawać szklanką kółka. Smażyć na rozgrzanym oleju. Następnie nadziać szprycą (u mnie konfitura pomarańczowa) polukrować i posypać kandyzowaną skórką pomarańczową.


Jest biała otoczka ;-)


I małe pączuszki (atrakcja dla najmłodszych członków rodziny):


Lila dzielnie pomagała przy wycinaniu, szczególnie tych maluszków. Bardzo ładnie jej wyszły i od razu, bez poprawki, poszły do smażenia. Moja córka bardzo lubi takie "zabawy". Przy okazji polecam stolnicę silikonową - można ładnie rozwałkować ciasto, nic nie przywiera, łatwo się czyści i przechowuje. Moja jest z Ikei - 30 zł.:


Hiacynty - reaktywacja:

 

 

Pozdrawiam,

środa, 18 stycznia 2012

Hiacynty - wiosna w zimie

Zima, wiosna, wiosna, zima... jaką mamy teraz porę roku? Chwilowo jest zima, i to piękna - jest biały śnieżek i delikatny mróz. Do kalendarzowej wiosny pozostało nieco ponad 2 miesiące. Moje hiacynty nie chciały jednak poczekać do tego czasu. Ze zdumieniem odkryłam, że mają pąki, a nawet pojawiły się kwiaty! Dodam, że nie są to hiacynty kupione w sklepie, ale zeszłoroczne, które wykiełkowały z pozostawionych cebulek. Dlatego się zdziwiłam.


Zaczęły rosnąć cztery z dziewięciu jakich miałam. Każdy był innego koloru. Już wiem, że ocalał biały i wrzosowy. Kolory dwóch kolejnych pozostaną na razie niespodzianką:


Tym razem nie pozostawiłam ich w doniczkach, ale wypełniłam szklane naczynie białymi kamykami i tam je umieściłam. Oczywiście cebulki są delikatnie zanurzone w wodzie. Tak mi się podoba:


Podejrzewam, że te moje hiacynty nie będą takie okazałe jak sklepowe, pewnie ledwo wyrosną nad ziemię, ale jednak są i takie też potrafią cieszyć oczy:


Ten ma piękną, głęboką, niespotykaną barwę. Wrzosową:


I biały, zawsze piękny kolor dla kwiatów:


Hiacynty po przekwitnięciu należy zasuszyć (czyli nie podlewać aż uschną), obciąć zaschnięte liście i tak przechowywać aż do jesieni. We wrześniu wsadzić do gruntu. Wiosną pięknie zakwitną w ogródku. Ja swoje zasuszyłam, ale trzymałam w domu. Niestety w cieple i to był mój błąd. Zamierzałam je niedługo wsadzić do ziemi i zacząć podlewać, ale uprzedziły mnie ;-). Udało mi się przechować tylko 4. Następnym razem będę wiedziała co robić.

A Wy? Co robicie z hiacyntami jak już przekwitną?

Pozdrawiam zimowo-wiosennie,







P.S. Przyjrzałam się dokładnie wszystkim cebulkom i okazało się ostatecznie, że kiełkuje siedem z nich!

piątek, 13 stycznia 2012

Świeczniki - śnieżynki

U mnie w domu, wbrew temu co za oknem, śnieżnie:

projekt i wykonanie: Artsajke

Na pomysł takich świeczników wpadłam przy okazji robienia zeszłorocznych śnieżynek na choinkę. Pomyślałam, że fajne by były takie osłonki na tealighty. No i zrobiłam.

Jak zwykle nie mogłam wybrać tylko jednego zdjęcia ;-)




Pojedynczo:




Trudno zrobić ładne zdjęcie zapalonym świeczkom, ale jakoś wyszło:



Psssssyt...



Jak Wam się podobają? Bo mnie bardzo, że tak nieskromnie powiem... 

Pozdrawiam,

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...