Produkt uboczny Hello Kitty ;-). Po zrobieniu koteczki został mi jeden kwiatek. Dorobiłam drugi i podoczepiałam do spinek. W ten sposób moja córka zyskała ozdoby do włosów takie same jak jej ulubienica:
W zbliżeniu, bo na powyższym zdjęciu niezbyt dobrze widać:
Tym razem nie doszywałam ozdóbek do spinek, tylko przykleiłam specjalnym klejem.
Niestety, pasujące kolorystycznie spinki "wyszły", więc musiałam ratować się innymi. Powiedzmy, że pasują.
Tak spineczki prezentują się na włosach:
Spełniają swoje zadanie, chociaż za długo na włosach nie przebywają ;-)
Pozdrawiam,
Translate
wtorek, 2 sierpnia 2011
czwartek, 28 lipca 2011
Hello Kitty
Hello!
Coś zaniedbuję ostatnio bloga, choć robótkowo dzieje się. Mogę zwalić swój marazm na pogodę ;-)
Ostatnio pisałam o urodzinach córki - mała zażyczyła sobie na prezent maskotkę Świnkę Peppę lub Hello Kitty. Pomyślałam, że kupię tę pierwszą, a koteczkę mogę jej przecież zrobić. I zrobiłam taką:
Takie maleństwo, a 3 dni tworzyłam. Ostatecznie jestem zadowolona z efektu.
A to zdjęcie wykonała Lila, więc musiało się znaleźć w opublikowanych ;-)
Maskotka ma ruchome rączki i nóżki, może siedzieć:
Od razu przypadła właścicielce do gustu, i choć wcześniej podejrzała na wydruku co jej szykuję (mówiłam, że to wcale nie będzie Hello Kitty), to i tak była zadowolona.
Jak widać kotka wpasowała się w stylizację stroju. Bluzeczki z wyżej wspomnianą świnką i Hello Kitty to jej ulubione i tylko w tych by chodziła, nieważne, że ma ładniejsze.
Córka obejrzawszy wydruki schematów, a były tam dwa kotki: w różowej sukience i w niebieskiej, stwierdziła, że jej Kitty musi mieć koleżankę. Hmmm...
Pozdrawiam,
Coś zaniedbuję ostatnio bloga, choć robótkowo dzieje się. Mogę zwalić swój marazm na pogodę ;-)
Ostatnio pisałam o urodzinach córki - mała zażyczyła sobie na prezent maskotkę Świnkę Peppę lub Hello Kitty. Pomyślałam, że kupię tę pierwszą, a koteczkę mogę jej przecież zrobić. I zrobiłam taką:
Takie maleństwo, a 3 dni tworzyłam. Ostatecznie jestem zadowolona z efektu.
A to zdjęcie wykonała Lila, więc musiało się znaleźć w opublikowanych ;-)
Maskotka ma ruchome rączki i nóżki, może siedzieć:
Od razu przypadła właścicielce do gustu, i choć wcześniej podejrzała na wydruku co jej szykuję (mówiłam, że to wcale nie będzie Hello Kitty), to i tak była zadowolona.
Jak widać kotka wpasowała się w stylizację stroju. Bluzeczki z wyżej wspomnianą świnką i Hello Kitty to jej ulubione i tylko w tych by chodziła, nieważne, że ma ładniejsze.
Córka obejrzawszy wydruki schematów, a były tam dwa kotki: w różowej sukience i w niebieskiej, stwierdziła, że jej Kitty musi mieć koleżankę. Hmmm...
Pozdrawiam,
wtorek, 5 lipca 2011
Tort bezowy na urodziny Lilki
Dziś 4. urodziny mojej córeczki. Upiekłam z tej okazji tort, co zmobilizowało mnie to do opublikowania nowego wpisu. Tort jest bezowy, przekładany bitą śmietaną i owocami sezonowymi: truskawkami, jagodami i malinami. Pyszotka. Mmmmm...
Na wierzchu ozdobiłam go różyczkami z bitej śmietany:
Tort bezowy najlepszy jest z owocami jagodowymi i tylko w sezonie letnim smakuje tak bosko. Ten deser polecam też w formie rolady. Jest równie wspaniały. A zrobiłam go tak:
Tort bezowy
Składniki na blaty:
4 białka
16 łyżek cukru
szczypta soli
(Można dodać 1 łyżkę mąki ziemniaczanej i 1 łyżkę octu winnego, co sprawia, że blaty są lekko ciągnące, ale ja poprzestaję na wersji podstawowej - takie lubię najbardziej)
Masa z bitej śmietany:
350 ml śmietanki 30%
2 "Śnieżki"
2 łyżeczki żelatyny (można pominąć, ale ja dodaję do pietrowego tortu, bo wtedy nie "siada")
Ponad to:
Owoce jagodowe. Polecam mix dwóch rodzajów, np. maliny i borówki amerykańskie - jedno z najlepszych połączeń.
Wykonanie:
Białka ubić na sztywno z odrobiną soli, potem stopniowo dodawać cukier dalej miksując. Piekarnik nagrzać do 180 oC. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, narysować okręgi (wygodnie jest odrysować mały talerzyk, u mnie są 4 kółka, ale może być 2, albo nawet 1).Na każdy okrąg wyłożyć 1/4 masy białkowej, wyrównać. Wstawić do rozgrzanego piekarnika na 5 min., następnie zmniejszyć temperaturę do 150 oC i suszyć blaty ok. godziny. Jeżeli blat jest jeden to odpowiednio dłużej - 1 godz., 15 min. Wystudzić.
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie, gdy napęcznieje rozpuścić w odrobinie wrzątku. Przestudzić. Śmietanę ubić ze "Śnieżkami", delikatnie połączyć z rozpuszczoną żelatyną.
Tortownicę wyłożyć folią spożywczą, ułożyć na dnie 1. blat, na to wyłożyć masę z bitej śmietany, owoce, 2. blat, śmietanę, owoce i tak do wyczerpania składników. Wierzch posmarować resztą masy. Boki też można, jak ktoś chce. Udekorować różyczkami z bitej śmietany, jak ja, lub ładnymi sztukami owoców.
Tort jest nietrudny w wykonaniu, a naprawdę przepyszny. Poniżej już rozpoczęła się degustacja:
Chciałam zrobić więcej zdjęć, żeby była większa możliwość wyboru, ale niestety nie zdążyłam, bo już chcieli jeść. Kawałek dla Ciebie:
Biszkopt z truskawkami i galaretką i tort bezowy (lub zamiennie rolada bezowa) to mój żelazny repertuar kulinarny w sezonie letnim.
Pozdrawiam,
Na wierzchu ozdobiłam go różyczkami z bitej śmietany:
Tort bezowy najlepszy jest z owocami jagodowymi i tylko w sezonie letnim smakuje tak bosko. Ten deser polecam też w formie rolady. Jest równie wspaniały. A zrobiłam go tak:
Tort bezowy
Składniki na blaty:
4 białka
16 łyżek cukru
szczypta soli
(Można dodać 1 łyżkę mąki ziemniaczanej i 1 łyżkę octu winnego, co sprawia, że blaty są lekko ciągnące, ale ja poprzestaję na wersji podstawowej - takie lubię najbardziej)
Masa z bitej śmietany:
350 ml śmietanki 30%
2 "Śnieżki"
2 łyżeczki żelatyny (można pominąć, ale ja dodaję do pietrowego tortu, bo wtedy nie "siada")
Ponad to:
Owoce jagodowe. Polecam mix dwóch rodzajów, np. maliny i borówki amerykańskie - jedno z najlepszych połączeń.
Wykonanie:
Białka ubić na sztywno z odrobiną soli, potem stopniowo dodawać cukier dalej miksując. Piekarnik nagrzać do 180 oC. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, narysować okręgi (wygodnie jest odrysować mały talerzyk, u mnie są 4 kółka, ale może być 2, albo nawet 1).Na każdy okrąg wyłożyć 1/4 masy białkowej, wyrównać. Wstawić do rozgrzanego piekarnika na 5 min., następnie zmniejszyć temperaturę do 150 oC i suszyć blaty ok. godziny. Jeżeli blat jest jeden to odpowiednio dłużej - 1 godz., 15 min. Wystudzić.
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie, gdy napęcznieje rozpuścić w odrobinie wrzątku. Przestudzić. Śmietanę ubić ze "Śnieżkami", delikatnie połączyć z rozpuszczoną żelatyną.
Tortownicę wyłożyć folią spożywczą, ułożyć na dnie 1. blat, na to wyłożyć masę z bitej śmietany, owoce, 2. blat, śmietanę, owoce i tak do wyczerpania składników. Wierzch posmarować resztą masy. Boki też można, jak ktoś chce. Udekorować różyczkami z bitej śmietany, jak ja, lub ładnymi sztukami owoców.
Tort jest nietrudny w wykonaniu, a naprawdę przepyszny. Poniżej już rozpoczęła się degustacja:
Chciałam zrobić więcej zdjęć, żeby była większa możliwość wyboru, ale niestety nie zdążyłam, bo już chcieli jeść. Kawałek dla Ciebie:
Biszkopt z truskawkami i galaretką i tort bezowy (lub zamiennie rolada bezowa) to mój żelazny repertuar kulinarny w sezonie letnim.
Pozdrawiam,
sobota, 25 czerwca 2011
Małe zoo Lili - zawstydzona świnka
Dlaczego zawstydzona? Ano, czerwona jest, to pewnie ze wstydu. Nieoficjalny powód jest taki, że nie miałam różowej modeliny ;-) Na razie ostatnia z serii. Nieśmiałe, ale i zaciekawione spojrzenie:
Z profilu. Ach, ten ogonek, zakręcony jak... jak... świński ogonek:
Czy te oczy mogą kłamać? No zobaczcie, jaka jestem urocza:
Malutka, okrąglutka:
No dobrze, dosyć tego wdzięczenia się, idę dołączyć do moich przyjaciół:
Z profilu. Ach, ten ogonek, zakręcony jak... jak... świński ogonek:
Czy te oczy mogą kłamać? No zobaczcie, jaka jestem urocza:
Malutka, okrąglutka:
No dobrze, dosyć tego wdzięczenia się, idę dołączyć do moich przyjaciół:
Stadko niewielkie, za to jakie sympatyczne.
Pozdrawiam, ale nie po świńsku, tylko kulturalnie ;-)
sobota, 18 czerwca 2011
Nowe czapeczki dla Lenki
Tym razem dwie: kremowa i niebieska. Z pierwszą poszło mi dosyć szybko. Zaczęłam podobnie jak różową, ale później już robiłam innym wzorem, nie chciałam, żeby Lenka wszystkie czapki miała takie same. Tak wyszło:
I w innym ujęciu:
Tu z wkładem w środku, lepiej widać?
Sam wzór:
Jeszcze bliżej:
Powiem Wam nieskromnie: podoba mi się ;-) Pytanie tylko czy będzie dobra? Bo "na oko" robiłam... No i czy spodoba się mamie Lenki, bo sama Lenka raczej nie wyrazi swojej opinii.
Z drugą już poszło gorzej. Dużo gorzej. Uwierzycie jeśli powiem, że finalna czapeczka to piąta wersja? Tak, prułam, bo ciągle coś mi nie pasowało. Najpierw wymyśliłam sobie wzór w kwiatuszki - nie sprawdził się. Sprułam. Potem zmieniłam tył i spróbowałam innym wzorem - też nie. Sprułam. Następnie doszłam do wniosku, że zrobię prostym wzorem i dodam ozdobniki w formie kwiatuszków:
No nie powiem, wyszła. Ale za duża, według mnie. Sprułam. Taka była:
Miałam zostawić na przyszłość, ale włóczki by mi zabrakło na drugą. Więc jeszcze raz podjęłam próbę - źle wyglądał wzór. Ale powiedziałam, że zrobię to zrobię (małe prucia w międzyczasie, nie liczę). Do pięciu razy sztuka:
Też postawiłam na prosty wzór (łuczki, gdzieniegdzie z wypełnieniem) i ozdobiłam kwiatuszkami. Tak samo zakończyłam wiązania. Nie widać tego na fotce, ale brzeg wykończyłam maleńką falbanką:
Na tym zdjęciu podłożyłam coś w środek, żeby lepiej było widać wzór:
Ale chyba nie bardzo widać...
W powiększeniu:
Ta podoba mi się nieco mniej, ale uważam, że obie są niezłe. A dla Was która ładniejsza?
Kremowa czy niebieska?
Niebieska czy kremowa?
Projekt, opracowanie wzoru i wykonanie: Artsajke
włóczka: Begonia, szydełko: 3,5
Ufff... zadanie wykonane. Temat czapeczek zakończony. Nie na długo jednak. Będzie wkrótce jeszcze biała. I sukieneczka do tego. Domyślacie się? Komplet do chrztu. Chrzestną będę ;-D.
Jeszcze na koniec prośba maleńka. Coś dziwnego mi się dzieje na blogu - od kilku dni mam rekordową ilość wejść, a komentarzy zero. Ponieważ wiele z Was miało ostatnio problemy z bloggerem, zastanawiam się czy i u mnie coś złego się nie wydarza... Można zostawić komentarz czy nie? Skrobnijcie coś, żebym wiedziała, ok?
Pozdrawiam serdecznie i z góry dziękuję za komentarze,
I w innym ujęciu:
Tu z wkładem w środku, lepiej widać?
Sam wzór:
Jeszcze bliżej:
Powiem Wam nieskromnie: podoba mi się ;-) Pytanie tylko czy będzie dobra? Bo "na oko" robiłam... No i czy spodoba się mamie Lenki, bo sama Lenka raczej nie wyrazi swojej opinii.
Z drugą już poszło gorzej. Dużo gorzej. Uwierzycie jeśli powiem, że finalna czapeczka to piąta wersja? Tak, prułam, bo ciągle coś mi nie pasowało. Najpierw wymyśliłam sobie wzór w kwiatuszki - nie sprawdził się. Sprułam. Potem zmieniłam tył i spróbowałam innym wzorem - też nie. Sprułam. Następnie doszłam do wniosku, że zrobię prostym wzorem i dodam ozdobniki w formie kwiatuszków:
No nie powiem, wyszła. Ale za duża, według mnie. Sprułam. Taka była:
Miałam zostawić na przyszłość, ale włóczki by mi zabrakło na drugą. Więc jeszcze raz podjęłam próbę - źle wyglądał wzór. Ale powiedziałam, że zrobię to zrobię (małe prucia w międzyczasie, nie liczę). Do pięciu razy sztuka:
Też postawiłam na prosty wzór (łuczki, gdzieniegdzie z wypełnieniem) i ozdobiłam kwiatuszkami. Tak samo zakończyłam wiązania. Nie widać tego na fotce, ale brzeg wykończyłam maleńką falbanką:
Na tym zdjęciu podłożyłam coś w środek, żeby lepiej było widać wzór:
Ale chyba nie bardzo widać...
W powiększeniu:
Ta podoba mi się nieco mniej, ale uważam, że obie są niezłe. A dla Was która ładniejsza?
Kremowa czy niebieska?
Niebieska czy kremowa?
Projekt, opracowanie wzoru i wykonanie: Artsajke
włóczka: Begonia, szydełko: 3,5
Ufff... zadanie wykonane. Temat czapeczek zakończony. Nie na długo jednak. Będzie wkrótce jeszcze biała. I sukieneczka do tego. Domyślacie się? Komplet do chrztu. Chrzestną będę ;-D.
Jeszcze na koniec prośba maleńka. Coś dziwnego mi się dzieje na blogu - od kilku dni mam rekordową ilość wejść, a komentarzy zero. Ponieważ wiele z Was miało ostatnio problemy z bloggerem, zastanawiam się czy i u mnie coś złego się nie wydarza... Można zostawić komentarz czy nie? Skrobnijcie coś, żebym wiedziała, ok?
Pozdrawiam serdecznie i z góry dziękuję za komentarze,
niedziela, 12 czerwca 2011
Biszkopt z truskawkami i galaretką przekladany kremem ze śmietany
Zapraszam Was na ciasto. Moje ulubione w sezonie truskawkowym. Gości na naszym stole przynajmniej kilka razy i zawsze się spieszę, żeby zrobić je jak najwięcej razy, zanim skończą się truskawki. Jest proste, efektowne i bardzo smaczne. Do tego ciekawy patent z kremem śmietanowym.
Biszkopt, ja robię taki:
4 jajka
3/4 szk. cukru
3/4 szk. mąki tortowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
Oddzielić żółtka od białek, białka ubić ze szczyptą soli. Dodawać stopniowo cukier, potem żółtka, na końcu delikatnie wmieszać mąkę z dodatkiem proszku do pieczenia. Przelać do tortownicy, natłuszczonej i wyspanej mąką. Piec 20-25 min.w 180st.
Krem:
1/2 l kwaśnej śmietany 18% (ja najbardziej lubię Piątnicy)
to wszystkie składniki ;-)
Teraz uwaga:
upieczony biszkopt, jeszcze gorący (to ważne!) przekroić na pół, wylać na to śmietanę i przykryć drugą połową ciasta.Może brzmi dziwnie, ale wierzcie mi, pod wpływem gorąca śmietana zamienia się w krem. Osobiście nie lubię tłustych przekładań na bazie masła czy bitej śmietany, a to jest rewelacyjne - nie za ciężkie, lekko kwaskowe i nie wymagające dużych nakładów pracy. Zdjęcie środka ciasta na dowód, że to się uda:
Ciasto przestudzić, w międzyczasie rozpuścić galaretę truskawkową wg przepisu na opakowaniu (można dać trochę mniej wody) i również przestudzić. Na wierzchu ciasta ułożyć truskawki i zalać je tężejącą galaretką. Wstawić do lodówki. Już tylko chwilka dzieli Cię od konsumpcji.
Spróbuj, na pewno nie pożałujesz!
Ten kawałek jest specjalnie dla Ciebie:
Pozdrawiam smacznie i truskawkowo,
Biszkopt, ja robię taki:
4 jajka
3/4 szk. cukru
3/4 szk. mąki tortowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
Oddzielić żółtka od białek, białka ubić ze szczyptą soli. Dodawać stopniowo cukier, potem żółtka, na końcu delikatnie wmieszać mąkę z dodatkiem proszku do pieczenia. Przelać do tortownicy, natłuszczonej i wyspanej mąką. Piec 20-25 min.w 180st.
Krem:
1/2 l kwaśnej śmietany 18% (ja najbardziej lubię Piątnicy)
to wszystkie składniki ;-)
Teraz uwaga:
upieczony biszkopt, jeszcze gorący (to ważne!) przekroić na pół, wylać na to śmietanę i przykryć drugą połową ciasta.Może brzmi dziwnie, ale wierzcie mi, pod wpływem gorąca śmietana zamienia się w krem. Osobiście nie lubię tłustych przekładań na bazie masła czy bitej śmietany, a to jest rewelacyjne - nie za ciężkie, lekko kwaskowe i nie wymagające dużych nakładów pracy. Zdjęcie środka ciasta na dowód, że to się uda:
Ciasto przestudzić, w międzyczasie rozpuścić galaretę truskawkową wg przepisu na opakowaniu (można dać trochę mniej wody) i również przestudzić. Na wierzchu ciasta ułożyć truskawki i zalać je tężejącą galaretką. Wstawić do lodówki. Już tylko chwilka dzieli Cię od konsumpcji.
Spróbuj, na pewno nie pożałujesz!
Ten kawałek jest specjalnie dla Ciebie:
Pozdrawiam smacznie i truskawkowo,
piątek, 3 czerwca 2011
Biały french z kwiatkami i brokatem
Zaniedbałam ostatnio bloga. Wiem, obiecuję poprawę, zwłaszcza, że kilka prac czeka na prezentacje.
Żeby nie katować Was zwierzątkami z modeliny (mam jeszcze jednego, nie powiem co), tym razem pokażę coś z nowego działu. Nails art. Co prawda, nie maluję pazurów często i namiętnie, ale czasem lubię zrobić coś fajnego. Oto dowód na to, że i krótkie paznokcie mogą wyglądać ładnie:
Skromne, nienachalne, ale eleganckie. Taki delikatny manicure jest odpowiedni na co dzień. Wykonanie jest dosyć proste, no może jedynie trochę wprawy wymaga namalowanie białego french'a. Tak więc, białym lakierem malujemy na dole paznokcia pasek, powyżej nalepiamy kwiatek (są dostępne naklejki na paznokcie w liskach - do wyboru, do koloru) i całość pokrywamy bezbarwnym lakierem z brokatem. Można dla utrwalenia pomalować na koniec utwardzaczem, zwanym również top coat.
Jak Wam się podobają? Zachęcam do wypróbowania na sobie.
Pozdrawiam,
Żeby nie katować Was zwierzątkami z modeliny (mam jeszcze jednego, nie powiem co), tym razem pokażę coś z nowego działu. Nails art. Co prawda, nie maluję pazurów często i namiętnie, ale czasem lubię zrobić coś fajnego. Oto dowód na to, że i krótkie paznokcie mogą wyglądać ładnie:
Skromne, nienachalne, ale eleganckie. Taki delikatny manicure jest odpowiedni na co dzień. Wykonanie jest dosyć proste, no może jedynie trochę wprawy wymaga namalowanie białego french'a. Tak więc, białym lakierem malujemy na dole paznokcia pasek, powyżej nalepiamy kwiatek (są dostępne naklejki na paznokcie w liskach - do wyboru, do koloru) i całość pokrywamy bezbarwnym lakierem z brokatem. Można dla utrwalenia pomalować na koniec utwardzaczem, zwanym również top coat.
Jak Wam się podobają? Zachęcam do wypróbowania na sobie.
Pozdrawiam,
piątek, 20 maja 2011
Małe zoo Lili - rozkwaczana kaczka
Nie mam co pokazywać. To znaczy mam, ale zdjęcia nie zrobione. Za malowanie się wzięłam. Ścian malowanie. Skończyłam szydełkową serwetę, ale muszę ją najpierw przygotować do prezentacji. Sweterek się robi...
Póki co, coś z niedawnych zapasów - modelinowa kaczucha. Rozkwaczana, bo...
... jak otworzyła dziób...
... to kwacze i kwacze. Zgubiła się czy co?
Może, gdy uda się w innym kierunku, natrafi na swoje stadko. Kwa, kwa, kwaaaaaaaaaaa:
Pozdrowienia kaczo-żółto-słoneczne,
Póki co, coś z niedawnych zapasów - modelinowa kaczucha. Rozkwaczana, bo...
... jak otworzyła dziób...
... to kwacze i kwacze. Zgubiła się czy co?
Może, gdy uda się w innym kierunku, natrafi na swoje stadko. Kwa, kwa, kwaaaaaaaaaaa:
Pozdrowienia kaczo-żółto-słoneczne,
Subskrybuj:
Posty (Atom)

