Translate

piątek, 20 maja 2011

Małe zoo Lili - rozkwaczana kaczka

Nie mam co pokazywać. To znaczy mam, ale zdjęcia nie zrobione. Za malowanie się wzięłam. Ścian malowanie. Skończyłam szydełkową serwetę, ale muszę ją najpierw przygotować do prezentacji. Sweterek się robi...

Póki co, coś z niedawnych zapasów - modelinowa kaczucha. Rozkwaczana, bo...


... jak otworzyła dziób...


... to kwacze i kwacze. Zgubiła się czy co?


Może, gdy uda się w innym kierunku, natrafi na swoje stadko. Kwa, kwa, kwaaaaaaaaaaa:


Pozdrowienia kaczo-żółto-słoneczne,

wtorek, 17 maja 2011

Koronkowe rękawiczki

Jakiś czas temu zostałam poproszona o uszycie rękawiczek. Zadanie wbrew pozorom nie było proste, bo materiał to delikatna i nieelastyczna koronka. Trzeba było uszyć tak żeby tkanina dopasowywała się do ręki. Myślałam, myślałam i... wymyśliłam.


Najpierw zmierzyłam panią i zrobiłam wykrój. Wycięłam i tu zaczęły się schody. Wiedziałam, że maszyna mi tego nie złapie, więc podłożyłam ręcznie i dopiero przeszyłam zygzakiem. Następnie obrobiłam szydełkiem.


Górę i dół rękawiczki wykończyłam małymi łuczkami, z tyłu zrobiłam pętelki:


Są zakładane na środkowy palec. Bałam się, że bez fachowego wykroju źle się będą układały (nierozciągliwa tkanina):


A z tyłu są sznurowane... gumką. Dzięki temu idealnie dopasowują się do ręki. To lepsze rozwiązanie niż sznureczek:


Na moich rękach trochę nienajlepiej się układają, bo mam chudsze ręce, ale na panią M. powinny pasować.
Tak się prezentują na rękach w całości. Z przodu:



I z tyłu:



I znów na płasko ;-). Ale już zasznurowane:



Jeszcze pokażę wykończenie góry:


Zakładanie na palec:


Trochę sie natrudziłam, ale jestem zadowolona z efektu. Niemało już w życiu uszyłam, ale rękawczki to były moje pierwsze. Lubię wyzwania. Zwłaszcza te, które się udają. Poskładałam, jutro zaniosę pani.


Ciekawe czy się spodobają?

Update
Rękawiczki już zaniosłam. Pani M. na szczęście przypadły do gustu, powiedziała, że są śliczne i cudne oraz zostałam dwukrotnie wyściskana ;-))) Bardzo się cieszę.

Anka, Anulinka - dziękuję za miłe komentarze ;-*.

Pozdrawiam,

piątek, 13 maja 2011

Małe zoo Lili - prążkowany kot

Skoro nie skomentowaliście foczki, pokażę teraz najbardziej nieudane zwierzątko - jest szansa, że nie skrytykujecie ;-)

Kot czarno-biały, jak widać, silnie i nietypowo prążkowany, co było efektem nie do końca zamierzonym. Ale i w naturze zdarzają się różne cudaki. Tak więc, kocie pokaż się.


Kici, kici koteczku, podejdź bliżej.


Chyba się jednak trochę wstydzi.


I poszedł. Nawet mleczka nie wypił...


Pozdrawiam,

wtorek, 10 maja 2011

Lepienie pierogów i... smutna foczka

Dzisiaj znowu lepiłyśmy, ale nie z modeliny tylko z... ciasta. Pierogi z mięsem.

Podzielę się z Wami przepisem na idealne ciasto pierogowe. Idealne, bo smaczne, ale też dlatego, że wypracowałam je tak, aby składniki były w doskonałych proporcjach i nie trzeba było w nieskończoność dolewać wody czy dosypywać mąki. Tylko wymieszać i już.

Ciasto na pierogi:
1/2 kg mąki
225 ml gorącej wody lub mleka (polecam mleko)
1 jajko
1 łyżka miękkiego masła
szczypta soli

Wszyskie składniki wymieszać razem np. nożem (gorąca woda/mleko!), potem zagniatać ręcznie. Można wyrobić za pomocą robota. Jestem pewna, że Wam zasmakuje.

Zagadka dla spostrzegawczych. Na zdjęciu II tura pierogów, 3 z nich zrobiła Lila - Jak myślicie, które? ;-)))


Muszę przyznać, że każdy kolejny wyrób Lilki był coraz bliższy ideału. Co więcej, pierożki nie rozkleiły się podczas gotowania.

P.S. Foczka z poprzedniego postu jest smutna, że nie zyskała Waszej aprobaty. Łebek ma jakby trochę niżej i piłką się już nie bawi...


Żarcik taki. Wiem, że dopiero zaczęłam blogować i odwiedzających jest niewielu ;-). Niemniej jednak zapraszam do komentowania.

Pozdrawiam,

poniedziałek, 9 maja 2011

Małe zoo Lili - niezła foczka

Foczka zapoczątkuje cykl zwierzątek z modeliny. Na razie mam ich 4, a, że w/w najbardziej mi się udała, pójdzie na pierwszy ogień.

Modelina jest wdzięcznym tworzywem, wprawdzie ugniata się ją nieco ciężej niż plastelinę, za to później można ją utwardzić i zachowa się dłużej. Po utrwaleniu jest dosyć krucha, także polecam dla trochę starszych dzieci, które powstałych wytworków nie unicestwią tak od razu. Wspaniale nadaje się do zabawy, ciekawa forma wspólnego spędzania czasu.

Przedstawiam Wam pierwszą mieszkankę lilowego zoo, oto NIEZŁA FOCZKA:


Teraz z prawego profilu:


Z tyłu też się foczka zaprezentuje, a co:


Na wszystkich zdjęciach z piłką, ale to w końcu jej ulubiona zabawka:


Niegdyś mój synek bawił się własnoręcznie ulepionymi zwierzątkami. Miał ich całkiem pokaźną kolekcję: kotek, piesek, kaczka, krowa, koń, świnka, wąż, lis, dzik, itd. Niestety, żadne z nich nie przetrwało do dzisiaj. Pozostaną tylko (albo aż) wspomnienia nietuzinkowej zabawy.

Zachęcam Was do lepienia z dzieckiem. Nieważne co i jak, może być nieco krzywe i  koślawe, zapewniam Was, że dla dziecka będzie idealne. Niezrównana frajda.

Jak już zapowiedziałam, mam jeszcze 3 inne zwierzaczki, następne w planach, także cdn.

Pozdrawiam,

czwartek, 5 maja 2011

Biedronkowe kamienie

lub kamienne biedronki, jak kto woli ;-)

Chciałoby się napisać: Chodź biedronko, wyjdź biedronko, pójdź na słonko, ale... aura mocno niesprzyjająca. Mimo to pojawiły się. Najpierw przyleciała jedna, spoczęła na soczystej trawce:


Tuż za nią, już przetartym szlakiem, nadfrunęła druga. Zatrzymała się nieopodal:


Nastąpiła konfrontacja, pierwsze nieśmiałe spojrzenia:


Chyba się polubią ;-)

Biedronki wykonałam poprzez pomalowanie kamieni farbami. Wiem, że owe kamienie mogły być wybrane bardziej starannie i dzięki temu owady zyskałyby na zgrabności, ale... dziecko nie mogło się doczekać i musiało mieć już. Zresztą Lila dzielnie pomagała w malowaniu, próbując przy okazji przeforsować swoją koncepcję wyglądu ostatecznego biedronek. Są jakie są, nam się podobają, a widać, że i sobie nawzajem przypadły do gustu ;-)))

Pozdrawiam,

wtorek, 3 maja 2011

Różowy kapelusik

Powstał przed świętami, ale jakoś nie było okazji wcześniej go obfocić. Lila dostała nową kurteczkę, to i trzeba było coś do niej dopasować. Dokupiłam delikatną chusteczkę z kwiatkami i dorobiłam ten kapelusik:


Włóczka z odzysku, więc nie podam jaka. Tak kapelusz wygląda na głowie. Z tyłu:


Już myślałam, że mała nie pochodzi w nim tej wiosny, ale cóż... jest jak jest. Wyszłyśmy w plener, zdjęcie z boku:


No i a face ;-):


Prułam, modyfikowałam, prułam, poprawiałam i tak w kółko, aż w końcu powstał. Taki jak chciałam. Wyszedł całkiem, całkiem. A Wam - jak się podoba?

Książki

Napisałam w pierwszym poście, że blog będzie również o książkach, ale...
po namyśle doszłam do wniosku, że i tak tu panuje wystarczający rozgardiasz. Postanowiłam zostawić na tym blogu sztukę: rękodzielniczą i kulinarną ;-) a dla książek założyć nowy. W końcu nie każdy kto pasjonuje się pracami ręcznymi lubi też literaturę. Nie pochłaniam może książek w zastraszającej ilości, ale myślę, że czytam wystarczająco dużo żebym mogła poświęcić im osobne miejsce w sieci.

Zapraszam wszystkich, którzy tak jak ja kochają książki. Postaram się, aby było ciekawie.
A oto adres: http://ksiazkiartsajke.blogspot.com 

sobota, 30 kwietnia 2011

Szparagi z sosem holenderskim

Mój ulubiony sposób na szparagi. Kupiłam wczoraj w Poznaniu i były to najlepsze szparagi jakie jadłam. 4zł za pęczek. Tanio, nie? U nas (okolice Warszawy) były po 9zł. Jest różnica.


A teraz przepis:

Zielone szparagi z sosem holenderskim

2 pęczki zielonych szparagów
1 łyżka cukru
1 łyżeczka vegety
1 łyżka soku z cytryny

Szparagi umyć, odłamać zdrewniałe końcówki. Gotować 10 min. we wrzącej wodzie z dodatkiem cukru, vegety (można zastąpić solą, ale napisałam tak jak ja robię) i odrobiny soku z cytryny (można wrzucić wyciśniętą skórkę - sok będzie potrzebny do sosu). Odlać wodę i wyłożyć na talerz.
Można użyć białych szparagów, ale wcześniej należy je obrać i gotować dłużej -15 min.

Składniki na sos holenderski:

2 jajka
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka vegety lub 1/2 łyżeczki soli
pieprz, szczypta cukru do smaku
1/2 kostki masła

Żółtka ubić z vegetą/solą, dodać sok z cytryny, zmiksować. Masło roztopić i wrzące powoli dodawać do żółtek ciągle ubijając. Doprawić. Jeżeli sos jest za rzadki można ubijać dalej na parze, aż odpowiednio zgęstnieje. Tu można zakończyć, ale ja po lekkim przestudzeniu dodaję jeszcze ubitą pianę z białek - sos jest wtedy lekki i puszysty. Polać szparagi, o tak:


Można też podać sos osobno w miseczce i zajadać maczając szparag.


Smakuje też dzieciom, nawet mojej niejadce:


Pozdrawiam smacznie,

sobota, 23 kwietnia 2011

Wielkanocne życzenia i... mazurki

Zamiast standardowych życzeń Wesołych Świąt, smacznego jajka i mokrego dyngusa:

"Radosne Alleluja, ciągle rozbrzmiewające w naszych sercach w czasie wielkanocnym, bardzo koresponduje z porą roku, w której jest śpiewane. Wiosna to czas, kiedy cała przyroda budzi się z zimowego letargu. Zaczyna zielenić się trawa, gałęzie drzew puszczają pąki, ptaki zaczynają śpiewać radośnie. Można rzec, że "zmartwychwstająca" przyroda, budząca się do życia, jest dla nas apelem o powstanie do nowego życia, zapoczątkowanego w Chrystusie wraz z Jego zmartwychwstaniem. Jest wielkim wołaniem do nas, abyśmy obudzili się z marazmu, który w niejednym wypadku niesie codzienność.

Niedziela Zmartwychwstania nastąpiła po Wielkim Piątku Męki Pańskiej. Ten fakt niech napawa nas nadzieją (symbolizowaną przez jajko), że i w naszym życiu, po dniach przygnębienia, smutku i problemów, musi przyjść czas wielkanocnej radości. Takiego spojrzenia wiary na życie chciejmy sobie z całego serca życzyć przy wielkanocnym stole wokół paschalnego baranka: abyśmy nigdy nie upadali na duchu; aby Chrystus Zmartwychwstały przemieniał nasze codzienne wielkopiątkowe smutki w radość zmartwychwstania, aby nasze serca, odnowione przez sakrament pokuty, takimi pozostawały na zawsze".

źródło: http://www.rycerz.franciszkanie.pl/2008/index.php?nr=03&id=3

Chętnie zamieściłaby tu ciekawe zdjęcia wielkanocnych aranżacji (tak jak to planowałam), niestety choroba tak mnie przytłoczyła, że jestem do tyłu z wszystkim, a o jakichkolwiek dekoracjach to nawet nie mam siły myśleć. Ale mazurki już są. W końcu je też można zaliczyć do rękodzieła ;-)

Kokosowy z migdałami (robiłam go po raz pierwszy, ale zapowiada się nieźle):



i karmelowy (wspaniały, polecam):



Gdyby byli zainteresowani dołączę przepisy.

Zatem, Alleluja!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...